niedziela, 07 października 2012
Raz na parę miesięcy...

... po prostu muszę tu zaglądnąć ;-).

Przypominam sobie po ostatnio zamieszczonych zdjęciach, jak chłopcy szybko rosną... Jak czas pędzi... Jak wiele się zmienia! Dwa posty niżej są zdjęcia młodocianych jak szli do przedszkola - Adaś w ogóle po raz pierwszy, Filipek po raz pierwszy do nowego przedszkola. Na tych zdjęciah wydają mi się takimi maluszkami... a przecież było to raptem rok temu! Teraz to już mali mężczyźni - drugi rok w przedszkolu Adasia i ostatni rok w przedszkolu Filipa, trenują karate (zobaczymy na jak długo starczy im zapału), już nie bawią się kucykami, a Hero Factorami (roboty lego) i ninjago (też lego), grają na komputerze i wyodrębniają swój świat. To wyodrębnienie jest w tym wszystkim i piękne i straszne - szczególnie widać je po Filipku, jest w końcu starszy; rodzice powoli schodzą na drugi plan, nie potrzeba już przytulania i mówienia co 3 minuty "kocham cię", jest własne zdanie i upór w kłótniach i tegoż to zdania obronie, jest bunt na konieczność podporządkowania się, jest zamknięcie swojego świata przed dorosłymi (nie odpowiada już co było w przedszkolu, nie sadza nas na krzesłach żebyśmy byli przedszkolakami a on naszą panią i nie bawimy się razem w przedszkole) - i to wszystko jest w sumie straszne. A z drugiej strony piękne - dorasta, usamodzielnia się, wyodrębnia własne zdanie, własne poglądy w tym rodzinnym cyrku ;-). Tylko czemu nie może być i jednego i drugiego? I przywiązania i wyodrębniania? Jakoś ciężko się z tym pogodzić, że za ten codzienny kierat (sprzątanie, gotowanie, pranie, zaprowadzanie i odbieranie z przedszkola itp.) nie ma już nagrody w postaci całodziennego tulenia, płakania przy wyjściu mamy do sklepu ("bo ja tak strasznie będę za tobą tęsknił mamusiu"), nie ma już powtarzania na każdym kroku "kocham cię mamusiu, jesteś najukochańsza, kiedyś się z tobą ożenię", a jest za to "głupia jesteś!!", "nielubię cię!!", "wyprowadzam się!!", "nie chcę was już!!" itp. ;-/. Oczywiście jest nie tylko to - są jeszcze oznaki miłości - np. wciąż przchodzenie do łóżka w nocy (teraz już nie zawsze, ale wciąż zdarza się Adasiowi raz na 3 tygodnie a Fifiemu codziennie lub co drugi dzień) i z tego próbuję odczytywać, że jestem dla niego nadal ważną osobą. Takie wychowywanie dziecka jest jednak sprawą niezwykle trudną i skomplikowaną... Nie będę ukrywać, że zdarza mi się coraz częściej tracić nad sobą panowanie i czasami widzieć w tym całym procesie tylko bezens egzystencjalny (jak np. dzisiaj, kiedy od 3 tygodni jestem chora, a za tydzień czeka mnie wyjazd do warszawskiej kliniki i nie wiadomo czy w ogóle dojdzie do skutku, a kolejne odwleczenie terminu o miesiąc wykończy mnie :-/) polegający na moim nieustannym kieracie w zamian za... no właśnie - za co? Za pyskowanie, za wieczne krzyki, za robienie w domu tornada poprzez wieczne bieganie/ściganie się/wrzaski itp. A mimo to jest pięknie - cudownie patrzeć jak rosną :-). Wspaniale obserwować jak się rozwijają, jak zmieniają się ich wzajemne relacje oraz interakcje ze światem zewnętrznym. Gdzieś na dnie duszyczki tęsknota za tymi maleństwami, które bezgranicznie i bezwarunkowo mnie kochały i którym byłam niewiarygodnie potrzebna, a z drugiej strony teraz możemy posiedzieć po południu we dwoje (ja i Krzyś), bo dzieci chętnie idą do babci, możemy wyjechać na wesele i bawić na nim cały weekend, bo dzieci bez problemu zostaną z dziadkami i nie będą robić cyrków, wreszcie ja mogę bez wyrzutów jechać do szpitala bo wiem, że już za mną tak nietęsknią, że rozumieją, że bawią się świetnie z tym, z kim zostają. Ech... Chłopcy KOCHAM WAS CAŁYM SERCEM!! Nie wyrastajcie tylko z mówienia "kocham cię" :-).

 

PS. Postaram się w niedługim czasie wstawić aktualne fotki :-).

czwartek, 01 września 2011
WIEEEEELKI DZIEŃ!!

Oj bardzo dawno mnie tu nie było. Smuci mnie brak regularności w tych wpisach, ale wynika z zagonienia. Również z tego, że za nami przepiękne wakacje, spędzone intensywnie i fantastycznie, ale o tym innym razem. Dzisiaj o wielkim dniu moich chłopców :-).

 

1.09.2011r. - obaj moi chłopcy idą do przedszkola!!! W dodatku obaj niejako po raz pierwszy. Adaś pierwszy raz w ogóle, a Fifi pierwszy raz do tego przedszkola, bo w końcu przenieśliśmy go do przedszkola blisko nas.

 

I powiem tak, chłopcy szli bardzo zadowoleni i na ogromnym luzie:

 

Pod przedszkolem chętnie pozowali do zdjęć i dopisywał im dobry humor:

 

I tak to ich zaprowadziłam do odpowiednich sal. I teraz czas na moją część, czyli 4 godziny mega nerwów. Byłam tak spięta, że nie byłam w stanie nic zrobić, w ogóle nie byłam w stanie normalnie funkcjonować, cały czas myślałam co i jak, jak im tam, czy nie płaczą, czy dobrze się bawią, czy nikt ich nie krzywdzi itp. No i tak nadeszła 11.45 (poszli na 8), kiedy to się po nich udałam. I przywitało mnie dwóch mega uśmiechniętych chłopców, którzy wcale nie byli zadowoleni, że to już tyle na dzisiaj :-D! Zdjęcie po wyjściu z przedszkola też jest :-):

 

 

Kurcze - mam nadzieję, że jutro będzie lepiej ze mną i mniej będę to przeżywać... KOCHAM WAS chłopcy OGROMNIE!!

 

Kolejne relacje mam nadzieję wkrótce :-D.

wtorek, 01 lutego 2011
Już luty... 2011

Zaglądam tu rzadko... Chciałabym to zmienić, a życie pędzi w szalonym biegu i nigdy nie mogę znaleźć czasu :-(.


Dzisiaj wróciłam tutaj, poprzeglądałam i poczytałam - pomogło.

Mam akurat taki trochę niż emocjonalny, chyba po zeszłym roku, w którym żyliśmy jak wsadzeni do koszmarnej bajki, z której nie można było wysiąść. Poza zawalonym domem rodziców (który wciąż czeka na rozbiórkę) jeszcze sprawa naszego mieszkania. Od sierpnia w nowym mieszkaniu, miało byc cudownie, spokojnie i sielankowo, a tu bach - wypadek samochodowy w ostatni sierpniowy weekend, i to w dodatku kiedy jedyny weekend poźwięciliśmy na zrobienie przynajmniej króciutkich (dwudniowych) wakacji dzieciom :-(. Wypadek po drodze na wakacje - facet zajechał nam drogę. Szczęście że nam się nic nie stało i uderzenie było lekkie, ale samochód do roboty, ponad 3 tysiące w plecy, sprawa ciągnie się w sądzie do teraz go facet nie miał najmniejszej ochoty na przyznanie, że zajechał nam drogę. Jak się skończy - nie wiadomo :-(. Później odremontowaliśmy samochód i zamówiliśmy nowy (stary nowy - z Niemiec sprowadzany)... i jak już się wydawało, że będzie super to w listopadzie Krzysiu zaczął mieć problemy z pracą - był bliski utraty etatu, stracił też paru swoich klientów (tak ogólnie gdy kryzys w reszcie kraju się kończy, to na podkarpaciu zaczyna...). Kolejny raz niepewność, jak to będzie, czy będzie za co żyć, za co spłacać kredyt itd. I tak aż do półowy stycznia. Teraz jest trochę lepiej - przynajmniej 3 kolejne miesiące są pewne - ale co będzie dalej?...

Ważne, a właściwie najważniejsze, że póki co nikt z mojej rodziny nie choruje na nic poważnego! Bo załamałabym się zupełnie.

No i tak dzisiaj - weszłam tu i zaczęłam czytać, wspominać. I zdecydowałam, że muszę wrócić na łono tego bloga, aby moim dzieciom przekazać chociaż trochę historii i wspomnień z dzieciństwa.

Filipek - SŁONECZKO NAJDROŻSZE! Ma charakterek. W związku z tym że cały poprzedni rok byliśmy silnie nerwowi, odbiło się to na nim. Stał się również nerwowy, z deka nadpobudliwy, wróciły problemy z alergią (dziś idziemy dl alergologa), ale jest UKOCHANY i NAJDROŻSZY nadal. Jest cudowny, bardzo dobrze rozwinięty w mowie, raczej umysł ścisły póki co, nie bawiący się za często w standardowe dziecięce zabawy, a raczej w liczenie, poznawanie znakół drogowych, rozmowy z dorosłymi itp.

ADAŚ - SŁONECZKO NAJUKOCHAŃSZE! Ten również ma charakterek i to nie zgorszy niż starszy brat, od którego wszystkiego się uczy. Na niego złoćimy się dużo mniej, bo jego upór jest w pewien sposób zabawny i rozczulający... Np. jak za Fifim powtarza "głupia mama" a ja patrze na niego, on mnie świdruje taką pochmurną, srogą miną, ja patrzę mu w oczy nadal i mówię "kocham cię Adasiu!", on mówi "Nie!", ale widać, że mięknie, i po chwili spod tych pięknych, długich rzęs widać uśmiechające się oczka... najpierw nieśmiało i tak jakby się złościł, że serduszko zaczyna mu się uśmiechać, a później już śmiech pełną parą. Ochh naprawdę jest cudownym dzieckiem, w którym zakochana jestem bez pamięci.

Moje aniołki - chociaż całkowicie różni z wyglądu i z charakterów - są NAJWSPANIALSZYMI DZIEĆMI ŚWIATA! Są absolutnie fantastyczni, mega przystojni a w dodatku jeszcze mega inteligentni. Trochę się boję co też to będzie w przyszłości, bo to przecież mieszanka iście wybuchowa ;-).

Mój wspaniały mąż dalej jest wspaniały! Wprawdze dużo szybciej traci cierpliwość - kiedyś ratował mój gniew swoim spokojem, a teraz, chyba z powodu ostatniego roku, jego wszystkich problemów i tego że nie wiadomo, co przyniesie jutro, potrafi równie szybko jak ja stracić panowanie nad sobą. PRacujemy nad tym oboje, staramy się, ale często szara rzeczywistość nas zwycięża i wybuchamy (szczególnie na Filipka :-(  ), i krzyczymy, i złościmy się :-(. Echh - mam nadzieję, że wiosna da nam odrobinę luzu, że w końcu będzie trochę lepiej, stabilniej, weselej...


Acha - od 30 grudnia 2010r. niedaleko nas (10 min na pieszkę) mieszka moja mama! W mieszkaniu, które kupili z tatą za odszkodowanie za dom. Rodzice postanowili zamieszkać osobno i jest trochę lepiej - spokojniej, stabilniej, bezpieczniej etc. Mam nadzieję, że tak pozostanie, przynajmniej dłuższy czas, bo spokój i stabilizacja są mi w tej chwili niezmiernie potrzebne!

Mam nadzieję, że wrócę tu wkrótce :-), a w dodatku może znajdę czas na jakąś małą fotorelację :-D.

Pa!

piątek, 15 stycznia 2010
Błoga cisza...

Tak więc stoję sobie z Krzysiem w kuchni wczoraj i coś tam dłubiemy. W domu panuje niesamoita cisza... A jak wiadomo cisza zawsze wróży coś złego.  Więc postanawiamy sprawdziś co też się dzieję. A tutaj:

Niezła niespodzianka! Dwóch moich małych czytelników przegląda książeczki o Samsamie :-). Widok niezwykle cenny, bo takie chwile są niezmietnie rzadkie, więc utrwalony :-). Kocham Was chłopcy!! Ogromnie!

poniedziałek, 09 listopada 2009
Palce

Ja: Fifi co robisz?

Fifi: Trzymam palce w gębie.

Ja: Fifi, to nie gęba tylko buzia...

Fifi: Nie, to gęba..., albo paszcza..., albo ryło..., albo ryj...

Wymiękłam. Trzeba zdecydowanie pracować nad słownictwem w domu ;-).

A to robiło Filipkowe ksero ;-):

jaka piękna mama!

jest sobie laptop. Taki jakiś mały laptop dla dzieci, pseudo-edukacyjny ;-). Ten laptop ma "ćwiczenia z języka polskiego". Z głośnika słychać literę, następnie wyraz na tą literkę i pojawia się obrazek. Mój Fifi dostał taki laptop na Dzień Dziecka i przed dłuższy czas był on absolutnym hitem. Fifi dzięki niemu poznał bardzo dużo wyrazów, bo uwielbiał za tym laptopopem wszystko potwarzać. No i dzisiaj odkurza tego laptopa z zapomnienia, uruchamia jak zwykle "ćwiczenia z języka polskiego" i zaczyna się:

Laptop: C... Czajnik /pojawia się obrazek czajnika/

Fifi: Zobacz jaki czajnik! /pokazując paluszkiem na mały ekranik/

Laptop: M... Motyl /analogicznie jak wyżej wszystko/

Fifi: Zobacz jaki motylek!

Laptop: K... Kwiat

Fifi: O jaki kwiatek! Zobacz mamo!

Laptop: M... Mama

Fifi: Zobacz jaka pięĸna mama mamo! Taka piękna jak TY mamusiu!


....


No i padłam. Aż się poryczałam. To były cudowne słowa lejące miód w serce matki.

KOCHAM CIĘ  SKARBECZKU!!!!!! OGROMNIE!! A po naszemu: KOCHAM CIĘ OGREM OGREM OGREM :-).


Adasiu - Ciebie też kocham! OGREM OGREM! Przede wszystkim za to, że siedząc w krzesełku do karmienia obok nas i zażerając jabłko, dałeś Fifiemu trochę spokoju, żeby powiedział te słowa ;-).

 

wtorek, 01 września 2009
Pierwszy dzień w Przedszkolu...

... chlip, chlip, chlip...

I stało się. Po długich dywagacjach co, jak i gdzie, mój Pierworodny odprowadzony został pierwszy raz  do przedszkola. Jesuu nigdy nie przypuszczałam, że to będzie dla mnie tak ogromny stres. Siedzę i nerwowo sprzątam cały czas, żeby nie myśleć i nie płakać. Do przedszkola Fifiego odprowadził Krzyś - ja bym bez wątpienia go nie zostawiła :-(. Mam go odebrać koło godziny 12. A jak będzie zapłakany? A jak mu się nie spodoba? A jak będzie nieszczęśliwy?... Mój mały kochany synek, mój skarbuś! Do tej pory zawsze ze mną, zawsze przy mnie. To ja decydowałam co będzie jadł, w co się będzie bawił, co będzie robił. A teraz będę ja i on... Tak jakbym teraz odcięto pępowinę... Inne zabawy, których ja nie znam, inne dzieci, których ja nie znam... taki jakby odrębny światek, odrębny mały światek mojego Maleństwa... Strasznie to dla mnie trudne. Z jednej strony nadchodził powoli czas wysycenia wzajemnego - ja miałam trochę dość, Fifi miał trochę dość, nudziliśmy się, itp. itd. Ale z drugiej strony - to mój mały synek, mój mały, wrażliwy, ukochany Filipek...!! Nie wiem jak dam radę, ale mam nadzieję, że z każdym dniem będzie prościej. Bo przecież tak jest ten świat urządzony, prawda? Dzieci rosną, odchodzą, najpierw do przedszkola, potem do szkoły, potem do własnego życia, własnych rodzin. Ale to takie trudne, takie nierealne :-(. No nic, wierzę, że będzie dobrze, że moje kochanie da radę podobnie jak ja. Że pomimo przedszkola, dalej będzie grzeczny i kochany, że to się nie zmieni.

A w radiu rocznica wybuchu wojny - smutna i koszmarna rocznica, muzyka nie ułatwia siedzenia w domu i nerwowego oczekiwania na synka :-(. Ehh - mam nadzieję, że to tylko fatalny taki pierwszy dzień :-).

Kocham Cię Filipku!! OGROMNIE!

I idę w końcu zająć się Adasiem sam na sam :-), przecież on też chce mieć trochę mamy na wyłączność. Mój drugi aniołek choruje. Po szczepieniu był osłabiony no i złapał - gorączka, mega katar. Na razie tylko paracetamol i witaminki i mam nadzieję, że nie wykluje się z tego coś gorszego. No i mam nadzieję, że starszy jakoś się uchowa i nie przerwie za szybko swojej przedskzolnej kariety na chorowanie. Adasiu - skarbusiu - Ciebie też KOCHAM OGROMNIE!

Krzysiu - :-* za odprowadzanie Filipka do przedszkola i w ogóle za wszystko!

wtorek, 14 lipca 2009
Moje dzieci...

... zajmują mi teraz każdą wolną chwilę. Moi chłopcy kochani są tak absorbujący, że wcześniej w życiu bym nie pomyślała, że dzieci mogą tak absorbować. Nie mam czasu dla siebie, na własne przyjemności, hobby, ale za to mam dwóch WSPANIAŁYCH synków. I muszę, ppo prostu muszę się pochwalić, bo inaczej się uduszę. Jak typowa matka, dumna jestem ze swych dzieci niesłychanie, a więc chwalę się, że mój starszy synek, Fifi, PRZEPIĘKNIE MÓWI! Mówi już dość długo, chociaż pamiętam dokładnie wpisy z nie tak dawna, kiedy pisałam dokładnie ile zna wyrazów i jakie. A on w swoim mówieniu rozwinął się tak szybko, że już od miesięcy 2 czy 3 ludzie nie wierzą, że tak mówi dwu-i-pół latek i każdy daje mu ze 4 czy 5 lat. Jak powtarzam po kilka razy ile ma lat i w końcu mówię datę urodzin, żeby sobie niedowiarki sami przeliczyli, to każdy patrzy na niego z podziwem, że tak pięknie mówi. Zasób słownictwa ma naprawdę bardzo bogaty i mówi, jak na dziecko, niesłychanie wyraźnie, nie ma żadnych problemów z "r" czy innymi literkami. Duma mnie rozpiera za każdym razem kiedy ktoś go chwali :-). Bo ty po prostu synku jesteś niesłychanie inteligenty! :-D

A Adaś, mój serdelek ukochany, CHODZI! Zaczął chodzić sam na chrzcicnach Marcinka, którego chrzestną matką miałam przyjemność zostać 2 tygodnie temu (28 czerwca 2009) , ale po powrocie do domu zaprzestał tej praktyki i zaczął znowu wczoraj :-D.  No moi chłopcy są tak wspaniali, że po prostu patrząc na nich nadziwić się nie mogę. KOCHAM WAS OGROMNIE!! I Ciebie Krzysiu też!!

A później pokażę zaległe kartki, które ostatnimi czasy udało mi się wykonać (ostatnimi czasy = w ciągu ostatniego miesiąca :-) ).

niedziela, 29 marca 2009
Różnice :-)

A dzisiaj tak sobie chciałam popisać o tym, jak to każde dziecko różne. No więc właśnie... przy Filipie jako pierworodnym każdy mi mówił, że dzieci się nie porównuje, bo każde dziecko jest inne, inaczej się rozwija, ma inny charakter itp. itd. No i oczywiście każdy go porównywał. A to mama do Jagody, potem Ludwiczka, a to teściowa do Dominika, małego Krzyśka etc. No i człowiek mimo znania oczywistej oczywistości  o nieporównywaniu wpadał w mniejsze lub większe kompleksy i czuł się gorzej :-(. A po co?

Co daje matce drugie dziecko? A no cenną naukę o NIEPORÓWNYWANIU :-)! To, że każde dziecko jest inne, inaczej się rozwija i ma inny charakter staje się klarowną OCZYWISTĄ OCZYWISTOŚCIĄ i matka dwojga nie bierze sobie już do serca pierdół w postaci "a ten to w wieku tym to to, a ten to tamto, a tamta to tak je, a ten to tyle ważył, sratatata..." :-). No więc do czego dąże. Do tego, że dwóch moich synków różni się od siebie diamentralnie w każdym względzie poza dwoma. Może najpierw czym się nie różnią: spaniem (chociaż jak już pisałam, Adaś jeszcze gorzej śpi od Filipa - co 20-40 min. pobudka CO NOC przez całą noc :-(, ale chodzi o to, że obaj fatalnie sypiają i Fifi w jego wieku budził się mniej więcej co 40 min.- 2 godz.) i jedzeniem (chociaż i w tym względzie wszystko zaczyna się zmieniać - Adaś okazał się totalnym mięsożercą i od kilku dni namięnie wpiernicza posiekane do obiadku mięsko - nie da sobie absolutnie wcisnąć ziemniaka, marchewki etc., tylko mięso, więc może z jedzeniem nie będzie w perspektywie tak źle jak z Fifim :-)  ). A poza tym moi dwaj synkowie różnią się WSZYSTKIM :-). Wyglądem i gabarytami to logiczne - zupełnie inni się urodzili i zupełnie inaczej rosną. Fifi urodził się cięższy a później był szczupły i zgrabny i mało przybywał, Adaś urodził się lżejszy o pół kilo od brata, a w moment stał się wielki i gruby :-), teraz jest wagi Filipowego roczku, a ma 8 miesięcy :-). Ale przede wszystkim różnią się charakterami. Czasami w Adasiu brakuje mi przytulańskości, tego, że tylko mama (a oczywiście w nocy tylko mama! ), spokoju i Filipkowej wrażliwości. Adaś jest typem niespokojnym, wszędzie go pełno, od małego baaaardzo uparty, już raczkuje od dawna, chodzi bez problemu przy meblach, zabiera wszystko starszemu bratu, jak odbierze się coś jemu, dostaje wścieku ;-) itd. A przede wszystkim jest odważny - bez problemu porusza się sam po mieszkaniu, w obcych miejscach też po krótkim rozeznaniu chce wszędzie lecieć etc. Fifi był dużo bardziej bojaźliwy, świat poznawał ze mną w towarzystwie. Jak nauczył się raczkować (w wieku 8,5 miesiąca) to pierwszy raz wyszedł za próg dużego pokoju dopiero jakiś miesiąc później (Adi od razu jak tylko skumał przemieszczanie). U teściów Fifi bardzo długo bawił się tylko w dużym pokoju, a do małego szedł tylko z kimś za rękę. Adaś dziś był u teściów pierwszy raz jak raczkuje, i po znudzeniu się zabawkami w dużym, w moment wypylił do małego nie oglądając się na nic i nikogo :-). Naprawdę chłopcy diametralnie się różnią. Obserwje ich cały czasi nie mogę się nadziwić, że dzieci tych samych rodziców mogą się tak różnić! Wszystko to sprawiło, że stałam się kompletnie odporna na hasła "a ten to, a ten tamto". A moi synkowie są jedyni i wyjątkowi! Dla mnie najważniejsi i najukochańsi! I choć kompletnie różni to NAJWSPANIALSI NA ŚWIECIE!

Filipku, Adasiu - kocham Was nad życie i codziennie dziękuje Bogu, że Was mam!

Mama :-).

środa, 11 lutego 2009
Skarby największe!

Są najprzystojniejsi, najpiękniejsi i najwspanialsi na świecie, i niech tylko ktoś uważa inaczej...!!! Moje największe skarby :-D.

 

 

 

 

PS. Czy ja pisałam, że Adi już raczkuje? Jak nie to piszę. Nabył te umiejętność 2,5 miesiąca wcześniej niż Fifi - spokój skończył się szybciej niż przypuszczałam ;-).

 
1 , 2