czwartek, 30 października 2008
Ze śmieszniejszych:

Berek, łapam! Cigam!

Tak to coraz śmieszniej się mój Filipek porozumiewa z nami i resztą świata. Akurat "Berek, łapam!" rozbawiło mnie dziś :-D. Kocham Cię Skarbuś!

środa, 22 października 2008
Chrzciny były!
Siem udały! Było naprawdę super. Wszystko poszło nadspodziewanie dobrze :-D mimo tego, że o 12 w południe było nadspodziewanie źle (zostałam o 10 sama  dwójką rowrzeszczanych, rozmarudzonych potworów i o 12 miałam już wszystkiego dość - sałatka nieskończona, ja nieubrana, nieumyta, nieuczesana, mieszkanie niepoodkurzane, niesprzątnięte z zabawek Filipa, nie przygotowane do obiadu na 12 osób itd. - krzyczałam wręcz ze zdenerwowania jak o 12.30 zjawili się mama i Krzysiek). No było po prostu super - wszystko przebiegło sprawnie i szybko i można było posiedzieć i pogadać nawet trochę. O 15 obiadek, później deserki i inne takie, o 18 msza, o 19 spowrotem w domu i sałatki, jajka faszerowane, ciasta i cała reszta różności smakowitości. Brzuch mnie bolał jeszcze w poniedziałek :-). Adaś był Aniołem. Obudził się na początku mszy, podczas Chrztu patrzył księdzu prosto w oczy :-), potem musiałam na chwilę wyjść z nim do zakrystii bo zaczął kwękać, nakarmiłam i do końca mszy był grzeczny. A zasnął tego dnia, którego był bohaterem, o 1 w nocy... Wykończeni rodzice (czyli ja i Krzyś) mieli go już ochotę na balkon wystawić i niech się drze sąsiadom. Aniołek nasz po prostu do północy dzielnie dotrzymywał towarzystwa gościom swoim, uśmiechając się do każdego, a jak goście wyszli to próbował się do nas uśmiechać, ale rodzice polegli i w końcu on też poszedł spać. Filipek był po prostu boski tego dnia - nie zawadzał nic, szalał właściwie cały czas z dziadkami i wszystkich cieszył :-). Ehh no - po prostu było super i już! A teraz lecę do moich chłopców.
czwartek, 16 października 2008
A tak poza tym...

... to w sobotę 18.10.2008 (czyli w tą sobotę!) chrzcimy Adasia! Będzie to dokładnie w Krzysia urodziny :-D. Roboty jest do oporu, a ja sobie siedzę na blogu i zdjęcia obrabiam i buszuję po moich blogach ulubionych z zakładek :-D. Ale co tam - dopiero czwartek, a robota nie zając - nie ucieknie. Na chrzestnych wybraliśmy Jadzię i Ulisesa. Myślę, że będą wspaniałymi rodzicami chrzestnymi, podobnie jak chrzestni Filipka :-D.

Btw. jedna z moich ulubionych hand-made twórczyń - Lamarta - dodała mojego bloga do swoich zakładek. Poczułam się niesamoicie miło. Dziękuje Lamarto! Pomimo tego, że nie jest to blog hand-made'owy, tylko taki blog ogólnie o życiu moim, chłopcach moich, przemyśleniach moich, a gdzieś tam ukradkiem wciskam swoją skromną tfórczość, żeby później mieć pamiątke, na ile chłopcy mi pozwalali coś zrobić ( ;-P ) i w jakim tempie się rozwijałam. Jest mi niezmiernie miło, że ktoś lubi to pooglądać :-D. 

Lecę jednak robić coś, bo korzystam z niezwykle cennego czasu kiedy obaj chłopcy śpią jednocześnie (!!!) i może jeszcze zdąrzę umyć kaloryfer w kuchni :-)...

Ciąg dalszy albumu:

STRONA 3:

STRONA 4:

Okładka tył:

Koniec.

 

Reasumując - pomimo tego, że na wykonanie tego albumu miałam bardzo mało czasu, bo co zabrałam się za robotę to chłopcy mi przeszkadzali (jeden się budził, drugi chciał jeść, to znowu pierwszy zaczynał marudzić itd.) i powstawał w chwilach "z doskoku" na szybciutko, to jestem z niego zadowolona :-D. Mam nadzieję, że obdarowanej również się spodoba :-D.

Albumu w całości:

Czas na cały album. Udało mi się przygotować wszystkie fotki. Szkoda tylko, że światło dziś kiepskie i fotki takie sobie, ale trudno - nie mam czasu czekać (w sobotę album wędruje do Kaśki). A oto i on:

Okładka:


 

STRONA 1 (czyli to co na odwrocie przedniej okładki):

 
STRONA 2: 
 Między stroną 1-szą a 2-gą jest tag z opisem:
 
cdn.

 

środa, 15 października 2008
A to ostatnio stworzyłam:

siedząc po nocach i kompletnie już niedosypiając, specjalnie dla siostry mojej ukochanej :-). Pamiątka ze wspólnego spaceru na teran galińskiej Stadniny Koni. Zdjęcia w środku są tylko cztery, ale ładnie oprawione i ozdobione. Zrobione podczas zeszłych wakacji (Lipiec 2007) przez Krzysia Kaśce i Filipkowi. Strasznie mi się podobają. Więcej zdjęć albumu jak obrobię, a na razie tylko tyle:

 


 

Postanowiłam coś napisać...

Coś o moich chłopcach. Coś o najukochańszych istotkach pod słońcem. Ale co? Ciężko ująć w słowach to co do nich czuję. Może po prostu KOCHAM WAS CHŁOPAKI NAJMOCNIEJ NA ŚWIECIE! Filip i Adam rosną. Rosną bardzo szybko. Czas pędzi nieubłaganie. Nie mam nawet chwili aby zadumać się nad tym wszystkim. Aby ich podziwiać na spokojnie. Teraz, w tym momencie, w tej chwili... Są świetni. Filipek już wygląda jak duże chłopisko. W niczym już nie przypomina tego szkraba, którego zostawiałam 2,5 miesiąca temu idąc do szpitala rodzić Adasia. Bardzo wyrósł, ale niewiele spoważniał :-). Jest dalej rozbrykany, często nieusłuchany itd. Ale jest kochany. Adaś jest marudny, co chwila beczy nie wiadomo dlaczego, trzeba się nim cały czas zajmować itd. ale jest kochany. Dziwne to całe macierzyństwo. Bo pomimo wykończenia, wiecznego podpierania się rzęsami, wiecznego niewyspania itd. mam ochotę mieć takich jeszcze trzech :-D. Szkoda tylko, że Krzyś powiedział koniec ;-). Spadam do moich urwisów. Pa!

PS. Mój trzeci chłopak - mój Krzyś - również jest NAJUKOCHAŃSZY POD SŁOŃCEM ;-)!