środa, 16 sierpnia 2006
Ludzkie okrucieństwo...

    W sobotę wieczorem pojechaliśmy (ja & Krzyś) po mamę do Glinika z tej okazji, że w niedziele zbieraliśmy się do Rożek. Wracaliśmy dość późno, bo ok 21 - było już zupełnie ciemno. Jechaliśmy w dół od Glinika do Połomii i nagle na drodze w świetle reflektorów zaczęło coś błyszczeć. Kazałam Krzyśkowi zwolnić i po chwili miałam pewność, że to ślepia jakiegoś zwierzaka. Zatrzymaliśmy się 2 metry przed nim. Szczeniak... W WORKU!!! Zawiązany worek, rzucony na sam środek ulicy. Błyszczały ślepka bo wygryzł sobie ewidentnie dziurkę na łepek. Wystawał sam łepek i tak to malutki zaklinowany tkwił w worku na środku drogi patrząć swoimi ślicznymi ślepkami z przerażeniem jak zbliża się do niego przeznaczenie... Gdyby nie wygryzł sobie dziury na pyszczek ewidentnie byśmy po nim przejechali. Nie mogę sobie nawet tego wyobrazić. Ot worek na jezdni... Boże - jak ludzie mogę być tacy okrutni!?!? Wyskoczyliśmy z samochodu, jak tylko popatrzyłam w te przerażone ślipki odrazu się poryczałam. Wyjeliśmy małą z worka (okazała się suczką), wzięliśmy do samochodu i mieliśmy zawieźć do schroniska, ale mama zadecydowała przytomnie, że wieziemy ją do taty do Glinika. Leżała na mnie w samochodzie, wtulona w mój dekolt i wyciągnięta na moim już dość pokaźnym brzuchu. Cała się trzęsła i patrzyła takimi przerażonymi oczkami tak słodko... Zakochaliśmy się w niej wszyscy i teraz jest już Glinikowym psem i pradopodobnie tam zostanie. Tato nazwał ją Gapa bo nie odstępuje ludzi ani na krok - cały czas musi ktoś przy niej być (tzn. ona przy kimś bo łazi za każdym cały czas). Mam nadzieje, że już tam zostanie i będzie cudownym psiskiem. Jednak po Atosie nam brakowało strasznie psa.

    A teraz do rzeczy - JAK MOŻNA BYĆ AŻ TAK OKRUTNYM?! Co to za człowiek i jakie ma sumienie, który wyrzuca psa w worku (takim grubym jak na zboże) na ulicę na pewną śmierć bądź głodową i z pragnienia bądź przejechanego przez nieświadomego kierowcę. Wsadziłabym do wiezięnia skur...na na wiele lat. Jak tak można... Dalej nie mogę dojść do siebie. Cieszę się, że uratowaliśmy psisko, ale ile takich ginie każdego roku, bo nikt ich nie znajduje...? Okrucieństwo!!!...

12:35, viva1980
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 sierpnia 2006
7 sierpnia 2006r. - 26 tc 5 dc

    O sobie w ciąży... Już dawno tego nie było. A więc wracam do siebie i swojego samopoczucia. Dzisiaj wyjątkowo fatalnie. Przez ostatnie 6 tygodni było tak pięknie - nie chorowałam! A dziś w nocy o 2-giej wstaje na siusiu a gardło... - całe obolałe, że sliny nawet nie mogę przełknąć. Od rana kręci mi się w głowie i ciężko mi się oddycha. Płukam, ssam tabletki, piję herbatkę z bzu i zobaczymy co z tego będzie, ale jestem zła na cały świat, że znów zaczynam chorować. Czy ja mam mało zmartwień?! Teraz jeszcze dojdzie mi choroba?! Może jednak nie będzie tak źle i nie rozłoży mnie zupełnie. Idę leżeć bo tylko na to mam dzisiaj siłę. Maleństwo trzymaj się dzielnie i nic się nie przejmuj mamusi chorobami! Kocham Cię!

12:08, viva1980
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 sierpnia 2006
Kolejna kartka :-)

I kolejna kartka - nie robiona pod konkretną potrzebę, ale tak na zapas :-) :


Produkcja kartek

Ostatnio rzadko piszę, bo i nic ciekawego się nei dzieje. Trwa sobie 27 tc. Czuje się nawet dobrze tylko coraz cześćiej wracają mi myśli martwienia się czy z Maleństwem wszystko w porządku. Mam nadzieje, że tak.

Aby się nie zadręczać zajęłam się znowu produkcją kartek bo malować mi się jakoś ostatnio nie chce. Wyprodukowałam już Kaśce i Ulisesowi na rocznice ślubu i inne różne takie, ale prezentować będę po koleji. Cierpliwości. Pierwsza to dla Kaśki i Ulisesa od nas (mnie i Krzysia):