poniedziałek, 28 lipca 2008
Jutro...
Jutro idę do szpitala. Termin porodu, a tu nic. Będę skazana na łaskę i niełaskę położnych i lekarzy :-(. Ale bardziej się martwię, że bez sensu będę musiała siedzieć w szpitalu, a moje słonko najukchańsze tutaj. Boże, jak o tym myślę, to już płaczę... Jak on to zniesie... Trzymajcie kciuki, żebym nie leżała tam dwa tygodnie, a na koniec i tak mnie potną, bo wtedy się wścieknę! To tyle, do zobaczenia za czas jakiś!!
środa, 23 lipca 2008
Moje najsłodsze ukochanie...
... normalnie jestem w nim zakochana bez pamięci, chociaż czasami potrafi mnie tak skutecznie z równowagi wyprowadzić...
czwartek, 17 lipca 2008
A dzisiaj...
... mam dzień "wzwyżkowy", czyli bardzo optymistycznie do wszystkiego jestem nastawiona. Więc albo cisnę deprechę, albo emocjonalnie nie mogę za sobą sama nadąrzyć - mam nadzieję, że to to dugie. Jedyne co mi psuje wizję radosnego dnia to myślenie o porodzie. JA CHCĘ WIEDZIEĆ CO I JAK!! A nie kuźwa - takie czekanie na niewiadomo co... :-( No nic - nie dołuje się - idę przygotowywać jakiś pyszny obiad. Fifi - KOCHAM CIĘ!! Ciebie Adasiu też! No i oczywiście CIEBIE KRZYŚKU!!
środa, 16 lipca 2008
Jak dość można mieć własnego dziecka?
No jak dość? Czy wogóle matka ma prawo mieć dość własnego dziecka? Czy może marzyć o wyrwaniu się z macierzyństwa chociaż na chwilę? Czy może marzyć o świętym spokoju, o wolnej dla siebie chwili, o cudownym porządku, o dniu samej ze sobą? Czy ma do tego prawo? Jeżeli nie, to jestem najgorszą matką świata. Marzę o tym, ŻEBY WYJŚĆ I ZAMKNĄĆ ZA SOBĄ DRZWI! Chciałabym wyjść i wrócić za dwa, trzy dni... I nie myśleć... I nie zastanawiać się... Co robi z człowieka 20 miesięcy siedzenia z dzieckiem non stop i 9 miesiąc ciąży? Nie wiem co robi z innymi matkami, ale wiem co się dzieje ze mną. MAM DOŚĆ WŁASNEGO DZIECKA! Nie trochę dość, nie dość na 3 godziny przerwy, nie dość bo jest niegrzeczny, po prostu DOŚĆ, DOŚĆ, DOŚĆ. Najdłuższa przerwa jaką miałam bez Filipa od jego urodzenia trwała może 3,5 godziny. Te przerwy zdarały się rzadko, bardzo rzadko, teraz to widzę. Filip jest na etapie "zajmuj się mną cały czas, albo będę jęczał, skamlał, wiszał ci na nodze, ręcę etc., odpychał od zlewozmywaka, od umywalki, szarpał cię za nogi jak będziesz siedzieć na sraczu itd." - MAM TEGO DOŚĆ. Potrzebuję metra własnej przestrzeni, potrzebuje pół dnia świętego spokoju. I to nie raz - CODZIENNIE! Przecież curva ja muszę ugotować, posprzątać, poodkurzać, poprać, poukładać etc. a nie mogę zrobić nic od początku do końca w świętym spokoju, bo mam wiecznie wiszące na mnie i o wszystko marudzące dziecko. Mam go dość. Jestem już tym wykońćzona - tłamszenie w dzień, tłamszenie w nocy, non stop przy mnie, non stop ze mną, non stop jojczy jak się nim nie zajmuje. Nie wiem kiedy tak się zmienił - chyba z 3-4 miesiące temu, ale ja już tego nie wytrzymuje. Chciałabym przynajmniej móc się wysikać w świętym spokoju, chciałabym dzień bez marudzenia o to, o tamto, o siamto, jęczenia o coś z półki, a że nie umie mówić to pokazuje palcem i po prostu drze o coś ryj. Nie wytrzymuje. Dziś siedzę od 9 rano i płaczę. Mam rozpierdo..ną łazienkę, bo chciałam ją umyć, ale zdąrzyłam od rana w 5 ratach ściągnąć wszystko z półek i umyć 2 z nich. Mam kompletnie zapierdo..ny duży pokój zabawkami, odkurzaczami, płatkami kukurydzianymi, podartymi papierami, powywlekanymi  szafek ubraniami i innymi śmieciami. Mam zapierdo..ną całą kuchnię bo nie mam jak sprzątnąć. Nie wytrzymuje. Najchętniej oddałabym Filipa komuś na 2 tygodnie. bez dzwonienia, bez pytania jak tam młody, bez wieści. I odpoczęła. Odpoczęłabym od macierzyństwa. Może jak zaczęrpnęłabym takiego oddechu to miałabym znowu siłę? Miałabym znowu ochotę? Byłabym uśmiechnięta a nie smutna i co chwila płacząca? Ale tego się nie dowiem. W tym wykończeniu sprowadzę na świat Adasia i po prostu będę siedzieć i płakać, tylko już z dwójką. A kiedyś może podetnę sobie żyły bo nie dam rady... Albo wyjdę i przez 3 dni nie wrócę. I zobaczą jak to jest beze mnie. I może zaczną to doceniać, przestaną jęczeć, przestaną wymagać wszystkiego, dadzą mi chwilę świętego spokoju codziennie i będą się bawić sami (mówię już o dwóch chłopcach). Czy macierzyństwo daje mi radość w tej chwili? NIE i przestaję widzieć światełko w tunelu, że jeszcze kiedyś będzie mi tę radość dawało :-(. A było tak pięknie i cudownie... I tak miało być nadal... Co się stało? Nie wiem...