poniedziałek, 31 lipca 2006
31 lipca 2006 r. - 25 tc 5 dc

    Czasami chciałabym mieszkać w takiej Warszawie... Ale tylko teraz, w ciąży. Po ostatnim wyjeździe do Wrocławia zastanawiałam się nad tym jak nagle zaczęła mi się podobać małomiasteczkowość Rzeszowa - wszędzie blisko, wszystko wiem gdzie jest, chce jechać za miasto - nie muszę jechać, wystarczy, że wyjdę na spacer dłuższy niż 15 minut i już jestem za miastem, wszystko jest znajome, wszystko jest pod ręką... A jednak w ciąży zastanawiam się mając dwóch ginekologów czy to tylko u nas taką manianę odstawiają... Pierwszy gin - dr Piękoś - po zdiagnozowaniu ciąży - zero badań takich jak większość kobiet ma wykonwane: posiew, toxo, cytomegalia, różyczka... nic z tego. Krew i mocz to max na co się dr zdobywał. Zmieniłam więc lekarza. Drugi gin dla pewności kazał mi zrobić toxo - no okazało się, że nie chorowałam (co nawet samą mnie mocno zaskoczyło) więc mam na siebie uważać. Cytomegalia po co - nie ma w Rzeszowie ośrodków gdzie można rodzić po przejściu cytomegalii. Albo inaczej - żaden lekarz z tych na których trafiłam się po prostu w tym nie specjalizuje. I tu pojawia się moja chęć zamieszkania na czas ciąży w Warszawie. Dziewczyny piszą jakich to badań nie przechodzą, a jak wyjdzie coś nie tak to do jakich to specjalistów nie są kierowane na leczenie... Jakie miały USG zwykłe, jakie połówkowe i wogóle. A u nas taka miernota. Nie można tego nazwać nawet fachową medyczną opieką. Jest po prostu tak, jak tłumaczyłam Ewelinie - dlaczego na ginekologii odprawa jest o 7 rano a o 13.30 każdy śmiga już ze szpitala? Bo spieszą do prywatnych gabinetów, których jest po 4 na każdej ulicy a wogóle nie ma w czym wybierać - jeżeli chodzi o fachowość opieki to każdy gin zapewnia dokładnie taką samą (czyli na poziomie bardzo niskim), a jedynie wybiera się pod względem traktowania pacjentki.

    To nie jest tak że narzekam na Kluza - nie - przynajmniej jest bardzo miły. Ale dlaczego płacąc takie same składki na ubezpieczenie zdrowotne mam dużo gorszą opiekę niż dziewczyny z większych miast? Z których w dodatku ponad połowa chodzi do lekarzy państwowo i ma dużo bardziej fachową opiękę niż ja prywatnie...

    No nic - już się chyba tak czy siak z tym pogodziłam. Mam po prostu nadzieje, że z moim Maleństwem wszystko będzie dobrze. Chciałabym mieć nie samą nadzieję, tylko jeszcze odrobinę więcej pewności, ale z moich dotychczasowych lekarzy nikt nie sprawdzał, czy przepływy pępowinowe są prawidłowe i dziecko jest dobrze odżywiane, czy nerki są prawidłowej wielkości, czy serce jest czterokomorowe i prawidłowo bije i pompuje krew, czy wąrtoba jest prawidłowo rozwinięta itd. itp. Tylko tyle, że serduszko jest i kręgosłup jest. Git. A ja tak bym chciała wiedzieć coś więcej... No i muszę czekać w naszym smutnym mieście do porodu, żeby się dowiedzieć... Naprawdę mam nadzieje, że wszystko jest dobrze.

    Kocham Cię Maleństwo! Rośnij zdrowo i rozwijaj się prawidłowo. Aha - i kop ile chcesz - to wspaniałe uczucie :-D.

11:07, viva1980
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 lipca 2006
27 lipca 2006 r. - 25 tc 1 dc

    Nie bardzo wiem co mam napisać. Taki melancholijny wieczór nastał. Nie mam ochoty na nic, nic mi się nie chce. Upał wykończył mnie już chyba kompletnie - a jeszcze tydzień tego koszmaru... Już po prostu nie mogę funkcjonować. W dzień nie mam na nic siły i niewiele robię a mimo to pogoda mnie wykańcza. W nocy nie mogę spać - powrócił zespół niespokojnych nóg - w dodatku strasznie zaczęło przy tym boleć prawe kolano. Wczoraj położyłam się spać o 23, zasnęłam w końcu na dłużej niż 3 minuty o 2 w nocy po przyjęciu łyżki hydroksyzyny, kiedy już przegrałam walkę o to, że zasnę i będę spać do rana. Zbudziłam się 7.30 i tak codzień - kompletnie niewyspana, wykończona upałem... Martwię się o bębenek - jak Maleństwo ma ze mną - wiecznie umęczoną, niewyspaną i rozdrażnioną. W dodatku coś mnie pobolewa mocno od wczoraj mój bebzun i jakoś tak co mi przejdzie to znowu wróci. Maleństwo - siedź sobie spokojnie w brzuszku i zdrowo rośnij, bo na Ciebie jeszcze absolutnie za wcześnie!
    Wczoraj miałam najgorsze usypianie jeżeli chodzi o podróże do kibla. Po raz pierwszy mi się zdarzyło żeby zasuwać do kibla dosłownie co 10 minut. I tak z 15 razy. Myślałam, że oszaleję. Dochodziły do tego kłopoty z zaśnięciem i czułam się dokładnie tak samo jak w tej chwili. A teraz jest mi słabo, strasznie gorąco i wogóle kręci mi się momentami w głowie. NIECH W KOŃCU SPADNIE DESZCZ ALBO SIĘ OCHŁODZI BO OSZALEJĘ!!!
    Krzysiek z ojcem montują właśnie drzwi harmonijkowe w kuchnii... Nie wiedziałam, że to taka masakra. Myślałam, że to robota na 5 minut a oni to robią już 5 godzin. W ciągu najbliższej godziny powinni skończyć. I tak nie będą chodzić tak wspaniale jak sobie wyobrażałam - chodzą ciężko i głośno, a w dodatku zajmują dużo miejsca, ale w końcu są lepsze od starych otwieranych na oścież no i w końcu mam jakieś drzwi w kuchnii :-).
    Kończę i w tej desperacji idę nadal leżeć przed telewizorem i czekać aż w końcu o 3 rano zrobi się chłodniej...
    Kocham mojego Krzysia i nasze Maleństwo i mam nadzieje, że Maleństwo ma się dobrze w brzuszku i dobrze i zdrowo się rozwija...
Pa!
Ps. Uwielbiam jak Zizu kopie - jak np. teraz. Wspaniałe, niesamowite, przepięknei  przecudowne uczucie! Chciałabym aby nie robił sobie takich długich przerw w ciągu dnia a czasami wieczorami, ale jemu chyba po prostu też jest bardzo gorąco...

20:39, viva1980
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 lipca 2006
Imieniny Krzysia!

    Wczoraj były imieniy Krzysia. Starsi zrobili nam niespodziankę - poprzyjeżdżali - moi uprzedzając z Głogowa Małopolskiego, że jadą, a Krzysia wpadając równocześnie z moimi bez zapowiedzi. Bardzo miło się siedziało. Przynajmniej jakoś uczciliśmy te imieniny, bo ja przygotowałam tylko bigos na obiad a na poobiedzie kupiłam lody (do tego bita śmietana, czekolada, bakalie i było git, ale to za mało jak na imieniy). Teściowa przywiozła ciastko, róże i koszulkę w prezencie, mamacia moja dała 100 zł na spodnie dla Krzysia. Fajnie się siedziało chociaż było paranoicznie gorąco. Właściwie dalej jest - ja momenami już nie wytrzymuje, nie wiem co ze sobą zrobić taki u nas na czwartym piętrze skwar. W dodatku w nocy jest niewiele lepiej, a jeszcze przynajmniej kilka dni upałów. Naprawdę ciężko wytrzymać. Mam nadzieję, że Maleństwo ma się wmoim brzuszku dobrze i upały mu nie zaszkodzą... Kocham Cię Krzysiu! Kocham Cię Maleństwo!

    Lecę gotować obiad bo Krzyś zaraz wraca z pracy :-). Przywiezie przy okazji skończone firanki w Kubusie Puchatki razem z granatowymi zasłonkami do pokoju Maleństwa :-). Nie mogę się doczekać aż je przywieszę... Są naprawdę słodkie! Zdjęcia po remoncie później - jak już zamówimy meble do małego, ale i tak mogę powiedzieć że jest fatastycznie!

15:03, viva1980
Link Komentarze (1) »
czwartek, 20 lipca 2006
20 lipca 2006 r. - 24 tc 1 dc

    Nieczęsto się odzywam bo dalej remontujemy... Wszystko wskazuje na to, że dziś w końcu skończymy, ale sprzątania zostanie jeszcze chyba na jakiś czas...

    Dziś zaczynam 25 tydzień ciąży. Chyba lepszego tygodnia niż 24 jeszcze nie miałam - prawie wogóle nie bolał mnie brzuch, strasznie dużo w związku z tym mogłam chodzić i robić. Bardzo się ogólnie dobrze czułam. Kocham Maleństwo niesamowicie - mam nadzieje, że dobrze mu w brzusiu... Więcej popiszę po remoncie, bo teraz muszę zabierać się do sprzątania.

Pa

07:00, viva1980
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 lipca 2006
Atos El-Dżafar Purab [ ' ] - 17 lipca 2006 r.

    Wczoraj - 16 lipca 2006 r. - minął równy rok jak odszedł z tego świata Atos - mój najlepszy Przyjaciel i najwspanialszy pies na świecie... Dzień był bardzo melancholijny. Nie pisałam nic, bo nawet nie wiedziałam co napisać. Dużo o nim myślałam, znów przypominało mi się kupę zdarzeń z naszego wspólnego życia. Wszystkie mijane na spacerze pieski budziły we mnie wspomnienia. Już raczej nie płaczę - teraz widok innego psa na ulicy przypomina mi Atosa, ale na mojej twarzy pojawia się uśmiech - taki uśmiech życzliwości i miłości dla tego pieska i uśmiech podziękowania i wdzięczności dla Atoska :-) Pamiętam jakby to było wczoraj jak odchodził. Cieszę się niezmiernie, że udało mi się być przy nim w dniu kiedy odszedł. Pomimo tego, że już nie miał na nic siły i nawet sam nie wstawał ucieszył się, że zobaczył mnie i Kaśkę. Jakby czekał z odejściem, aż nas zobaczy... Gdy tylko wyjechałyśmy od rodziców odszedł spokojnie... Popatrzył mamie prosto w oczy, machnął ogonem, położył pysk na łapach i zasnął na zawsze... Mama mówi, że był to wspaniały moment - jakby się jeszcze z nimi chciał pożegnać. Pamiętam wszystkie piosenki jakie leciały w radiu jak jechałyśmy z Kaśką drugiego dnia na pogrzeb. To były takie smutne kawałki. Płakałyśmy obie w milczeniu i tak zostało kolejne kilkanaście dni. Później wszyscy się jakoś otrząsnęli poza mną - w końcu najwięcej życia Anioł spędził ze mną. Ale teraz jest już lepiej. Kiedy te piosenki z tamtego dnia słyszę w radiu od razu przypomina mi się tamta smutna niedziela, ale nie płaczę... Po prostu za nim strasznie tęsknie... Nic mi go nie zwróci, ale powtórzę tu epitafium, które napisałam mu rok temu jak umieszczałam wzmiankę o jego śmierci w Ogrodzie Wiecznej Psiej Szczęśliwości:


Atos El-Dżafar Purab

Ur. 24.05.1992r.
Zm. 16.07.2005r.

Najukochańszy Tosliku, najwierniejszy Przyjacielu!

Wierzę, że jesteś w Ogrodzie znowu młody i zdrowy. Bawisz się jak wtedy, gdy byłeś szczeniakiem i żadne troski tego świata już Cię nie dotyczą. Dziękuje Ci za każdy wspólny dzień, za każdą chwilę Twojego życia, za to, że byłeś dla nas tak długo... Na zawsze pozostaniesz w moim sercu i wspomnieniach jako ten jedyny i najwspanialszy, a kiedyś los połączy nas na nowo i spotkamy się na Tęczowym Moście. Obiecuję, że zostaniemy już wtedy razem na zawsze! Bez Ciebie jest tak ciężko! Tak ciężko... Bądź szczęśliwy!

Ps. Jego kwiatek zasadzony jest tu:
http://www.dognet.pl/ogrod/kw01/A-002800/

16:16, viva1980
Link Komentarze (1) »
sobota, 15 lipca 2006
Zizu :-) - 15 lipca 2006r. - 23 tc 3 dc

    Byłam wczoraj na USG połówkowym u dr Kluza! Jestem bardziej zadwolona niż z Piękosia ale to wciąż nie to... Po prostu dr ma za słaby aparat, żeby wszystko obejrzeć dokładnie. Jak to powiedział, żeby to było takie typowe USG prenatalne to musiałabym sobie zrobić je w Łodzi, albo w Warszawie bo tam mają świetne sprzęty na których wszystko widać. No nie ważne szczegóły - i tak sama od początku wiedziałam, że aparat ma do dupy. Trwało ono (to owe USG) około 6 minut. Doktore jeździł po moim brzuchu głowicą i próbował coś tam wypatrzeć. Mi nie objaśniał nic bo widać było na jego twarzy całkowite skupienie i nawet go nie chciałam rozpraszać pytaniami, żeby tam sobie spokojnie wypatrywał. ALe na koniec powiedział, że wg tego co widzi na dzień dzisiejszy wszystko jest ok. No to się ucieszyłam i zapytałam o płeć, a on na to, że jest prawdopodobne, że to chłopak... No i klops... Właściwie nie nastawiałam się ani na chłopca ani na dziewczynkę, trochę nawet przebąkiwałam Krzysiowi, że pewnie skoro tyle kopie podczas Mundialu to zakładam, że to Zizu a nie Doda (w tej chwili też kopie - jakby się obraził na to, że piszę o tym jako o lekkim rozczarowaniu), ale po prostu do tej pory nie uosabiałam Maluszka płciowo. Mówiłam o nim jako o nim lub o niej zależnie od sytuacji. I wogóloe dotarło do mnie nagle, że nie wyobrażam sobie niemowlaka chłopca. Do tej pory widziałam jako niemowlaki same dziewczynki i wyobrażałam sobie zawsze, że po porodzie będzie to opieka nad dziewczynką (nie z nastawienia, że tak bym chciała tylko że po prostu nie wyobrażałam sobie innej opcji), a tu pewnie chłopak... Krzyś się cieszy, chociaż on cały czas powtarzał, że wolał by dziewczynkę, a teraz mówi, że wcale tak nie mówił. Ja też się niezmiernie cieszę, ale faktem, że jest zdrowe. A to, że Maleństwo zaczęło mieć nagle płeć i jeszcze bardziej się uosobowiło pozostaje na razie dla mojej psychiki nie do końca zgłębione i przyswojone. No bo jak wogóle zajmować się chłopcem? Jak do niego mówić? Jak przytulać? A jak przwijać?! I co się robi z dyndającym siusiakiem? O rany - tyle pytań nagle zaczęło mnie nurtować... Ale pamiętaj Maleństwo, że kocham Cię ogromnie i jakoś damy radę!

    To tyle najważniejszych wrażeń.

    Z pozostałych no to remont wciąż trwa. Wszędzie syf, ale już przynajmniej skończona kuchnia więc mniejszy, tylko ten unoszący się wszędzie ze szpachlowania ściań pył... Szlag człowieka może trafić. No, ale cóż - kiedyś to trzeba było zrobić i w końcu nadszedł ten czas. Chłopaki (Krzyś i teściu) i tak spisują się dzielnie i robią co mogą, żeby było pięknie. I będzie jak ten remont się skończy... Będzie cudownie. Nie mogę się już doczekać... Na razie wybieram szablony na ścianę i jak oni skońćzą do akcji wkroczę ja... Efekt końcowy pokażę później na zdjęciach. Mam nadzieje, że będzie ekstra.

    No kończę i zabieram się za śniadanko, bo Zizu (w związku z tym, że to prawdopodobnie chłopak, dostał ode mnie ksywkę Zizu bo jakoś podczas Mundialu, a już szczególnie podczas ostatniego meczu zapałałam szczególną sympatią do tego piłkarza, bo jak tylko miał jakąś akcję Małe w brzuchu zaczynało kopać na maxa) musi mieć energię, żeby kopać :-D.

Pa!

07:41, viva1980
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 lipca 2006
11 lipca 2006 r. - 22 tc 6 dc

    Aloha! Ostatnio nie piszę i nie siedzę przy kopmpie, bo mamy remont całej chaty... Ale małe już się na to cieszy jak będzie pięknie :-D Nie możemy się  już doczekać końca, a to dopiero początek. Pisać zacznę znów regularnie jak remoncik się skończy. I pokażę przy okazji zdjecia po remoncie :-) Wydaje mi się, że Małe i ja czujemy się dobrze - straszne są upały i małe trochę mniej szaleje, ale myślę, że wszystko ok.

17:45, viva1980
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 lipca 2006
6 lipca 2006 r. - 22 tc 1 dc

    No i zaczęłam 23 tydzień ciąży... Tak się cieszę, że kolejny tydzień za mną i że był to jednak szczęśliwy tydzień dla mnie i Maleństwa. Pomijając fakt, że niezbyt dobrze się czułam i mocno bolał mnie brzuch, to nic złego się nie stało - nie zachorowałam ja a dzidziuś też mi się wydaje zdroyy bo bryka cudownie w brzuszku :-)

    Powoli zaczynamy przygotowania do remontu - jutro przestawianie mebli w dużym. Zaraz właśnie zwijam manel i zaczynam pakować śmiecie w dużym do pudełek, bo już prawie 13 a ja od rana nic nie zrobiłam tylko siedziałam i poprawiałam scrapy... Zresztą uważam, że ze świetnym efektem.

    No zwijam się pod prysznic i do roboty... Wszyscy, którzy czytają mojego bloga - trzymajcie kciuki aby ten i reszta tygodni ciąży były równie dobre jak poprzedni dla mnie i Maleństwa.

12:50, viva1980
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 lipca 2006
Miłoś...

I w końcu scrap z moim miłosiem najukochańszym! Kocham Cię MISIACZKU!!!

PS. Niestety kiepskiej jakości bo nie dość że musiałam znacznie pomniejszyć to jeszcze jakoś dla jpg - 4 ... Ale mniej więcej sens widać :-D


wtorek, 04 lipca 2006
Atos El-Dżafar Purab

Jako, że zbliża się nieuchronnie rok jak Atoska nie ma z nami, wykonałam dziś scrap dla mojego najwpanialszego w życiu Przyjaciela (na pewno nie ostatni)...



 
1 , 2