środa, 06 czerwca 2007
6 czerwca 2007 r.

Ostatnio coś nie dysponuję czasem (myhyhyhy - jakbym kiedykolwiek czasem dysponowała) - Młody wszedł w kolejny etap rewolucji - pełzak. No i kurde latam po całej chacie za nim, co sobie siądę to wstaje bo on podpełznie do szafki, do gniazdka, do brudnych kółek od wózka, do kosza na śmieci i wogóle to tysiąca innych niebezpieczeństw czających się na niego na każdym rogu. Pełzak w dodatku, przeniesiony na własną matę po każdorazowym, długodystansowym przemieszczeniu, zamienia się we wrzaskuna i robi cyrki, tak więc co chwilę jest na rękach. Ale o pełzakach tyle.

Ja jak to ja, mam co moment kolejne hobby (nie nowe tylko kolejne! żeby było jasno). Teraz postanowiłam robić scrapy nie tylko komputerowe, ale i rzeczywiste. Oczywiście moje kolejne hobby już pochłonęło fortunę bo około 200 zeta (albo nawet więcej) wydałam na materiały. Czekam, aż przyjdą pocztą i zabieram się za robotę na Dzień Ojca :-).

Życie moje z apsektu emocjonalnego czy psychicznego jest ostatnio w stanie stabilnym :-). Odnośnie poprzedniego wpisu - to co że matka się do nas wprowadzi - my po prostu zmienimy prace na lepsze (tzn. ja wogóle najpierw jakąś znajdę, a później będę ją zmieniać :-) ) i wyprowadzimy się. Ostatnio dzwonili do Krzyśka z Warszawy - pojechał z ciekawości na rozmowę, wypadł rewelacyjnie, zobaczymy co dalej. Bo z jednej strony to kasa niezła, a z drugiej strony to przecież Warszawa... Nigdy nie lubiliśmy stolicy pod względem mieszkalnym i do życia. No, ale może warto się kilka at przemęczyć w imię osiągnięcia wyższych celów? No nie wiem, zobaczymy, na razie myślimy :-).

Kończę na razie bo pełzadełko zniknęło mi z pola widzenia...

14:29, viva1980
Link Komentarze (2) »