wtorek, 29 kwietnia 2008
Curva!
Szlag by to trafił. Fifi się rozłożył. Znaczy jeszcze nie do końca ale katar do kolan i kaszleć zaczął raz na jakiś czas. I szlag trafił misterny plan układany od 3 miesięcy o wyjeździe do Wrocławia. Przeryczałam już 2 godziny od rana :-(. Ten wyjazd miał dla mnie ogromne znaczenie, strasznie byłam na niego napalona i dzięki WSPANIAŁEJ TEŚCIOWEJ nie pojedziemy!! No curva! Niech mi się nie pokazuje na oczy kolejne 3 miesiące bo się boję, że ją skrzywdzę. Nie wiem czy już pisałam, dlaczego to dzięki teściowej, ale ta właśnie zaprosiła nas na obiad w niedzielę nawet się nie zająkając, że oboje z teściem mają grypsko. Powiedzieli nam po 4 godzinach, a wcześniej cały czas teściowa chowała się w łazience na kaszle, tłumacząc się atakiem astmy, a później byliśmy na spacerze i cały czas trzymali się 50 metrów za nami, z Fifim oczywiście, trzymając go na rączkach, wycierając mu buzię świeżo okaszlaną ręką, karmiąc go tą ręką etc. Dopiero jak w końcu siedliśmy razem na lodach to teściowa rozkaszlała się na dobre bo już nie miała gdzie uciec żebyśmy nie widzieli i teściu przyznał, że oboje chorują, ale nam nie mówili bo byśmy nie przyjechali. I CO KURWA Z TEGO? Teraz nie pojedziemy do Wrocka, z czego oni na pewno się cieszą! Tak strasznie chcieliśmy jechać, tak długo przygotowywaliśmy się do tego wyjazdu, tak nam na tym zależało... Ehhh :-(. Nie chce mi się już nic pisać, ale to był chyba mój ostatni niedzielniak z teściami - teraz to już ich nienawidzę.
poniedziałek, 28 kwietnia 2008
Dość to osobiste...

... ale napiszę. Okazało się, że zeszłoroczny wypadek nie dał mojemu ojcu na długo do myślenia i znowu zaczął pić. Właśnie wysłałam mu maila z pewnym ultimatum, co pewnie spowoduje kosmiczną burzę między nami i zerwanie wszelkich kontaktów (kto wie, czy nas z domu nie będzie usiłował wyrzucić), ale koniec mojego bujania się z ojcem. Po co mi ojciec na którego i tak nigdy liczyć nie mogę bo jest wiecznie pijany? A chłopcom taki dziadek już absolutnie nie potrzebny, więc postawiłam wszystko na jedną kartę i rozstrzygnie się jutro, ale nadzieja marna i raczej ojciec nas oleje. I dobrze - do widzenia :-). Czas zacząć żyć własnym życiem!

A póki co już nie dno tylko całkiem spoko tydzień za nami tylko weekend nam kijowo teście popsuli, ale o tym kiedy indziej. Mam nadzieję, że nie zarazili zatajonym grypskiem Fifiego i uda nam się w środę wyjechać na długi weekend :-D. Pozdraviam. Pa!

piątek, 18 kwietnia 2008
Ehhh... dno!
I nic więcej nie chce mi się pisać :-(.
czwartek, 17 kwietnia 2008
Znowu wczoraj...

U mnie wszystko "wczoraj" bo niestety na "dzisiaj" nie mam czasu. A więc wczorajszy test obciążenia glukozą 75 g wyszedł ok. Tzn. na czczo 77 a po 2 godzinach od wypicia tego świństwa 125. Więc mieszczę się w normach, nie będę się nakłuwać glukometrem i wogóle :-D. Bardzo się cieszę. Wynik jest trochę wysoki bo 110 jest norma z żyły a ja miałam brane z palca, z którego to ponoć norma jest do 140, ale nadzieję miałam na wynik 90 :-). No nic - ważne że póki co bez cukrzycy ciążowej :-D. Mam badania powtórzyć około 33 tc. A teraz zajadam się bułką z nutellą i mam nadzieję, że do końca ciąży nie przytyję więcej niż 15 kg... No zobaczymy.

Dowiedziałam się też wczoraj, że stary znów zaczął pić. Znów mną zatrzęsło, ale tym razem smaruje mu maila w którym mówię "żegnaj, papa na zawsze", bo to już ponad moje nerwy. Może kiedyś zacytuje tu tego maila , który może być początkiem burzy w mojej rodzinie, zobaczymy... Spadam pisać. 

wtorek, 15 kwietnia 2008
Wczorajszy...
... test obciążenia glukozą wyszedł źle... Załamałam się. Jakby mnie ktoś w twarz zdzielił i nie pozwalał podnieść się z gleby... Wczoraj piłam 50 g. Wynik na czczo: 81, godzinę po wypiciu: 161, norma do 140 :-(. Jutro powtarzam badanie z 75 g glukozy. Strasznie się boję... A jak wyjdzie źle? Czy czeka mnie kłucie do końca ciąży i jeszcze dłużej po 8 razy dziennie? Bardzo boję się o Maluszka. Z Fifim wyniki miałam idealne, a teraz? Boże, modlę się cały czas o cud - żeby jutrzejsze badanie dobrze wyszło. Trzymajcie kciuki!
piątek, 11 kwietnia 2008
Rany...
... jak ten czas zapiernicza. Praktycznie na nic nie mam czasu. Ostatnio Fifi wymaga ode mnie ciągłej uwagi i zainteresowania swoją osobą, co jest nawet fajne, bo strasznie szybko chwyta nowe umiejętności i wogóle, ale na początku było ciężką odmianą po spokojnym Filipkowym bytowaniu przez poprzednie kilkanaście miesięcy :-). To sobie popisałam... jak moja mała maruda się właśnie rozryczała, bo mu klocki się nie chcą w wieżę ustawić :-). Idę interweniować, może później coś dopiszę :-).
czwartek, 03 kwietnia 2008
Ostatnio...
... na nic nie mam czasu. Za bardzo mnie wszysto boli,  za bardzo wszystkim się stresuje :-(. Nie wiem. Chciałabym mieć pewność, że mój Bączek nr 2 jest zdrowy i będzie zdrowy! Dlaczego nie mogę mieć takiej pewności??!! Chciałabym mieć pewność, że mój Bączek nr 1 czyli Fifi jest zdrowy i będzie zdrowy. Dlaczego nie mogę mieć takiej pewności??!! To wszystko za bardzo mnie ostatnio znerwicowuje :-(. Ehh... Nie przynudzam dłużej, wrócę jak będę mieć humor lepszy :-).