poniedziałek, 31 grudnia 2007
Dziś w końcu...

... urodziła Marta. Kubuś przyszedł na świat w miarę szybko, nie męcząc za bardzo mamy. I pierwszy raz od urodzenia Fifiego obudził się we mnie żal, że Fifi nie urodził się siłami natury, że nie podołałam, że nie dałam rady, że mi się nie udało. Takie ot głupie rozumowanie - bo przecież nie miałam na to żadnego wpływu i jeszcze kilka minut porodu mogło skończyć się dla mojeggo synka tragicznie, a jednak gdzieś tam w środku obudził się taki żal... Martuś i Jacek - serdecznie Wam gratulujemy!! No i zzazdrościmy po cichu :-).

 

Ja na razie wciąż chora. I mimo tego, że Fifi wyzdrowiał na oko wczoraj i skończyłam mu podawać antybiotyk, to pewnie zaraził się ode mnie dziś katarem, bo potworny dopadł mnie w nocy :-(. Zaczynam się powoli załamywać - jaki wpływ to wszystko bedzie mieć na Maleństwo w brzuchu...? Zaczynam mieć obsesję, że na pewno nasz piksel jest chory, że na pewno coś się stanie i zaczynam się znów panicznie bać - czyli powoli ta ciąża zaczyna przypomniać poprzednią - tyle, że w tamtej nie działo się tyle niebezpiecznych rzeczy a ja po prostu byłam zestresowana. Modlę się, żeby wszystko było dobrze, żeby w końcu z tego wszystkiego wyjść i wogóle, ale nie wiem jak psychicznie wyrobię dalej.

 

Dziś Sylwester - czuje się podle z uwagi na chorobę. Może gdyby nie to, to posiedzielibyśmy przynajmniej do 23, a tak... pewnie o 21 pójdę spać w ciężkich nerwach czy wstanę jutro jeszcze bardziej chora... Ehhh. Dobra - już nie zanudzam. Szczęśliwego Nowego Roku! I trzymajcie kciuki, żeby dla nas ten Nowy Rok również był szczęśliwy :-) .

czwartek, 27 grudnia 2007
Święta, święta...
... i po świętach. Dawno nic nie pisałam, ale to wynik ostatnich problemów. Odenerwowaliśmy się jak nie wiem co, i jeszcze się niechybnie odenerwujemy. W skrócie - zaczęły się niezidentyfikowane plamienia i bóle brzucha, 4 razy byliśmy w szpitalu na kontrolnym usg. Serduszko biło i wszystko było w porządku więc dostałam leki na poddtrzymanie ciąży i leżę w domu. Teraz dodatkowo do tego wszystkiego doszło choróbsko. Filip rozchorował się w pierwszy dzień świąt a ja chwyciłam oczywiście zapalenie gardła od niego. Ledwo dycham, czuję się fatalnie, ładuje w siebie tony czosnku z mlekiem z miodem, pije herbatki lipowe z miodem i takie tam pierdoły, ale poprawy nie widać :-(. Ehhh. Żeby tylko wszystko było dobrze - choróbska niech miną i niech znowu będzie pięknie. I to był skrót bo idę spać ;-).
poniedziałek, 03 grudnia 2007
Mój Krzyś...
... wyjechał dziś rano na kurs do Krakowa. Tydzień będziemy z Fifim sami. Już tęsknie oczywiście, ale muszę powiedzieć, że całkiem sobie dobrze tak czy siak radzimy. Z niecierpliwością czekam, aż kurierem przyjdzie mi wypiekacz do chleba, na który skusiłam się dzięki Oldze - Listopadowej koleżance :-). Mam nadzieję już  niedługo delektować się chlebkiem własnej produkcji, a przed świętami dom będzie wypełniał aromat opieczonej chlebowej skórki. Mhhhh - będzie super :-). Mam nadzieję, że z malutem w brzuchu wszystko w porządku. Ja czuję się ok, więc myślę, że nie jest źle. 22 grudnia mam wizytę u Kluza i zobaczymy :-) - doczekać się już nie mogę, jak zresztą w poprzedniej ciąży. Kończę bo moje małe już wstało i czas znowu na zabawę :-D.