środa, 28 listopada 2007
Uff...
Ochłonęłam trochę po wczorajszym zdenerwowaniu jedzeniem. Wiem, że dziś Fifi znów mnie wkurzy, ale jakoś zaczyna to chyba po mnie spływać czy je czy nie je - przecież się nie zagłodzi :-). Poprzedniego wpisu nie kasuje, żebyś synku mój pierworodny wiedział czytając to za lat parenaście jak potrafiłeś mamusię wykończyć :-P. Miłego dnia!
wtorek, 27 listopada 2007
Nie mogę...
... karmić mojego syna. Nie mogę, no curva nie mogę!!!!!!!! Dostaje drgawek i torsji i rzuca mną od razu jak mam go nakarmić czyli cały curva dzień!!!!!!!! No po prostu teraz to już ludzkie pojęcie przechodzi. Latam po całym domu przez cały dzień z łyżeczką usiłując wepchnąć mu ją w usta, a on jak już mu coś wcisnę to chodzi z tym w gębie przez godzinę żeby to potem gdzieś wykichać albo wypluć. Mam tego dość, nie mogę tego wytrzymać. Wczoraj pierwszy raz puściły mi nerwy i na niego nawrzeszczałam. Efekt był taki, że on się poryczał i ja też. Mam tego dość... Nie wiem już co robić. Serki bee, deserki beee, kaszki beee, mleko beee, obiadki to już wogóle nie komentuje. Do południa jest ok bo jest najeydzzony w miarę mlekiem z cyca po nocy, po południu zaczyna się gehenna i koszmar, wieczne marudzenie bo jest głodny i chce cyca a nie chce nic innego. A DUPA! żadnego cyca w dzień nie będzie. Cyc będzie wieczorem i rano i to też do momentu aż nie zaakceptuje w końcu butelki, bo ja mam tego dość. Po 10 pobudek w nocy bo on się hrabia musi najeść bo w dzień czasu nie było. Od ponad roku nie przespałam ani raz jednym ciągiem 3 godzin!!! No do cholery - ile to można wytrzzymać. Chodzę cały czas nieprzytomna. DOŚĆ DOŚĆ DOŚĆ. Siadam teraz i się zawezme - NIC SYNKU NIE DOSTANIESZ, a jak wieczorem będziesz głodny nie do zniesienia do może zjesz to co dostaniesz. Po prostu jest 15 a ja już jestem cała rozdygotana. NIE WYTRZYMAM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! A on chodzi od godziny w gębie z łyżeczką obiadku i już dwa razy ścierałam to co mu wypadło. Mam tego dość!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Musiałam to z siebie wyrzucić. Nie będę reagować na żadne marudzenie syna do wieczora - Przykro mi - niech wyje. Ja też jestem tylko człowiekiem a nie kuźwa aniołem cierpliwości i nie wytrzymam dłużej - 7 miesięcy to było moje maksimum - od dziś mój syn chodzi wiecznie głodny. KONIEC!
Co tu dużo pisać...
... Ludwiczek jest już od wczoraj w domku!! Nawet jeżeli będzie potrzebna operacja to będzie wykonana za jakiś miesiąc, ale z Ludwiczkiem ogólnie wszystko dobrze! Jejku jak się cieszę. Tereska, Kuba - jeszcze raz GRATULUJEMY!!! i czekamy w napięciu na zdjęcia...
poniedziałek, 26 listopada 2007
Na koniec...
... datownik, który dopiero jest w trakcie powstawania. Zrobiony dzięki kursowi Mirabeel na mini album na harmonicje. Już go właściwie robię i robię, ale że pójdzie jako prezent dla Kiti na urodziny, to się nie spieszę zbytnio :-). Jeszcze tylko środek i pudełko czekają na wykonanie. A więc nie próżnuję jak widać :-).
 

Mania kartkowa...

... Bożo-Narodzeniowa! Kolejne 3 karteczki w bardzo podobnym do siebie stylu. Na środkowej najniżej choinka kupiona jako naklejka w Tesco. Na obu powyżej choinki zrobione przeze mnie z filcu i patyczka po lodach, zainspirowane "tescową" naklejką :-). Podobają mi się powiem szczerze i na pewno takich kartek powstanie więcej!.

 

 

I jeszcze...

... 3 prościutkie kartki świąteczne. Zorbiłam w tym roku kilkanaście, ale światło i tak jest fatalne do fotkania (co widać po zdjęciach) i już wcześniej cyknęłam te 3 na razie. Reszta czeka na słońce :-).

 

 

Nadrabiając odrobinę...

... zaległości craftowe przedstawiam kartkę dla Teres, Kuby i małego Ludwiczka. Nie jest to mój autorski pomysł - wręcz w całości niemalże kartka zgapiona od Kasiorkaa z RiO i to w dodatku po raz pierwszy zgapiłam coś bez pytania o zgodę, ale kartka powstawała naprawdę szybko i naprawdę tak strasznie mi się spodobała, że ze zgodą czy bez i tak bym ją zrobiła :-). Dziękuje Kasiorkoo za wspaniały pomysł na kartkę i powiem od razu, że obdarowana była zachwycona, a i została poinformowana, że do oryginału tej kartce daleko, ale to miłe że się podobała. No i przede wszystkim została zrobiona z sercem dla Ludwiczka - już go uwielbiam i nie mogę się doczekać, aż go zobaczę!!

 

Dawno mnie tu nie było...

... a wiele się zdarzyło. Ogólnie ostatnimi czasy byłam baaardzo zabiegana. Przedstawię w skrócie :-). Zaczęło się od tego, że siora z Ulisesem wrócili z Himalajów (-ji?) zdobywając ten swój Isleand Peak (ponad 6000 m n.p.m. !!), przywieźli kupe zdjęć i właściwie cały 9 listopada i 10 spędzilliśmy na oglądaniu zdjęć i słuchaniu co i jak w kraju Szerpów, jaków i yeti :-). Część zdjęć z ich wyprawy już można zobaczyć tutaj! Powiem krótko - fantastyczna przygoda (kolejna już) za nimi. Później był 14 listopad i oczywiście PIERWSZE URODZINY MOJEGO UKOCHANEGO FILIPKA!!! 14-go listopada to akurat środa była to nie świętowaliśmy, tylko niunia mimo marudzenia z powodu wyrzynania dolnych dwójek miał ulgową taryfę, a świętowaliśmy w sobotę 17-go listopada. Młody miał tort w kształcie samochodzika i wogóle było fantastycznie (przygotowywałam wszystko tydzień to musiało być zajefajnie!). Zdjęcia wkleję potem bo niestety fotki strzelała tylko Kitek bo mój Krzyś miał focha... Później było sprzątanie po imprezie i wogóle, a później... tzn. wczoraj... zrobiłam test ciążowy i są dwie krechy!! W pierwszym momencie bardzo się ucieszyłam, a zaraz później, jak to ja, strasznie przestraszyłam. Po pierwsze miałam zapalenie żołądka i dwunastnicy tuż przed młodego urodzinami i nie wiem czy nie będzie mieć to wpływu na losy mojego Maleństwa, bo drugie ja boje się wogóle wszelkich chorób itd., po trzecie 21 listopada 2007 na świat przyszedł Ludwiczek - synek mojej kuzynki Tereski i Kuby i okazało się, że ma wadę wrodzoną - przepuklinę oponowo-mózgową. Co myśmy się za niego namodlili i nadenerwowali to po prostu nie do opisania. Na szczęście okazało się że przepuklina umiejscowiona jest w takim miejscu i ma taką strukturę, że nie miała wpływu na rozwój mózgu i ze strony rozwojowej z małym (?? 3850 g.!! 60 cm!) Ludwiczkiem wszystko będzie w porządku a przepuklina być może sama zaniknie i nie trzeba operować, a jak trzeba będzie to i tak wszystko jest w porządku. Tak więc cieszę się niezmiernie, ale jednocześnie mój strach ciążowy narósł... No i co z karmieniem piersią?? Ja chcę karmić jeszcze Filipka!! A trochę się jednocześnie boję... No nic - pożyjemy zobaczymy. Na razie karmię i zobaczę co będzie dalej. Do lekarza wybiorę się koło przyszłego tygodnia, albo nawet za jakieś 2 tygodnie, bo za tydzień Krzyś cały tydzień jest w Krakowie :-). Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Więcej póki co nie napiszę bo Fifi się już niecierpliwi.

Ps. Zaległości craftowe nadrobię wkrótce, bo cały czas coś robię, tylko zdjęć nie mam czasu wkleić :-).

 

czwartek, 08 listopada 2007
Nie mam na nic siły!
Moje słonko, które akutalnie stało się wrednym, wykańczającym mmnie słońcem, doprowadza mnie do pasji. Idą mu chyba dolne dwójki i daje mi tak popalić że po prostu jak idzie spać to ja wyje. Inaczej nie potrafię rozładować złości. Zaczął wdodaktu znowu gryźć mnie podczas karmienia więc chyba odstawię go w końcu od cyca, bo już mnie to psychicznie wykańcza. Tak strasznie lubię karmienie, ale tego gryzienia nie zniosę, jak zaczynam go karmić to się już trzęse za ile mnie ugryzie :-(. Mam chwilowo dość wszystkiego... Mam nadzieje, że zły czas minie i znów nadejdą piękne dni. Tylko co zrobić żeby Fifi jadł normalnie inne jedzenie poza moim mlekiem...? Ahhh...
sobota, 03 listopada 2007
Nic mi się nie chce :-)

Cierpię na niemoc jakąkolwiek (nie tylko twórczą). Nic mi się nie chce - sprzątać mi się nie chce, gotować mi się nie chce, robić cokolwiek też mi się nie chce, no dosłownie NIC MI SIĘ NIE CHCE. Ja mam jesienne przesilenie, a nie, jak większość luda, wiosenne... Czekam aż natchnienie do robienia czegokolwiek wróci bo mam zaczęty datownik dla Kaśki a nie chce mi się go za nic wykańczać... :-).

 

Na Wszystkich Świętych byliśmy w Rożkach, ale nie pojechałam na cmenatrz bo strasznie zepsuła się pogoda i siąpił cały czas deszcz. Za to Młody świetnie się socjalizował z Jagodą :-D. Może później jakaś fota - teraz mi się nie chce :-P.

 

Idę odmrozić pizze :-D (to dobra strona niemocy!).