piątek, 22 lutego 2008
Dzisiaj piątek.

Mam chwilę na egzystencjalne przemyślenia, bo moje małe, mega-zasmarkane dziecię ułożyło się spać :-). Postanowiłam w końcu napisać coś o mieszkańcu mojego brzuchola. A więc nie piszę, bo wciąż się boję, że jak coś napiszę to zapeszę. To 18 tc, czuję się jako tako - po prostu często boli mnie brzuch, w ciąży z Fifim mi się to nie zdarzało, dodatkowo mam całkiem rozregulowane trawienie i często boli mnie żołądek, ale jakoś fukncjonuje. Wciąż myślę o moim maleństwie z ogromnym lękiem, że coś się stanie, że coś jest nie tak. Teraz małe zaczęło w brzuszku buszować i to jest to za czym tęskniłam - niesamowite, przepiękne uczucie, że w środku tam rozwija się życie, malutkie, ukochane życie. Nie wiem czy to chłopiec czy dziewczynka i nie wiem czy chcę wiedzieć. Chcę wiedzieć że zdrowe, dlatego na 17 marca zapisałam się na dokładne usg, ale to jeszcze 4 tygodnie, a ja cały czas umieram z niepokoju. Jeżeli chodzi o płeć - kocham to Maleństwo pod serduszkiem bez względu na to czy jest chłopcem czy dziewczynką (jak pisałam "chłopcem" to kopnął, to pewnie chłopaak), i po prostu martwie się, że jak się dowiem, że to chłopiec to ogarnie mnie fala jakiegoś takieo rozgorycznia wewnętrznego, że już nie będę mieć córki, że w przyszłości nie będę się mieć do kogo odezwać bo wiadomo że synki są dużo mniej wylewne, i w końcu że będę mieć synową która mnie znienawidzi i będzie jak między mną a teściową - niby wszyscy chcą dobrze a każdy czuje do siebie niechęć. Ale wiem, że to uczucie rozgoryczenia będzie tylko chwilowym ukłuciem żalu za czymś, czego nie będzie, a nie złości na to co jest, bo ja naprawdę kocham te kruszynkę ogromnie bez względu na to czy ma siusiaka czy też nie :-D. Aha - i dodatkowo Fifi pewnie byłby bardziej zadowolony z brachola niż z babki. Jak sobie pomyślę jak słodko musi wyglądać takich dwóch rozbójników jak Fifi będzie miał 3 latka a małe 14 miechów jak Fifi teraz... Ehh - nie mogę się już doczekać tej braterskiej miłości i rozbójnictwa :-). Także stan mój oczekiwania na potwierdzenie płci jest pewnie dla większości niezrozumiały, ale tak się właśnie czuje - z jednej strony chcę chopca, z drugiej strony się boje że się rozczaruje. Ot chyba normalne macierzyńskie rozterki. Dobra - w związku z tym, że moje szczęście kima a ja nie mam dziś zupełnie nic do roboty (poza obiadem, na którym zaprosiłam tatę bo mama jest w sanatorium i stwierdziłam, że odezwię się we mnie odruch dobroci, żeby zjadł domowy obiad, ale to zrobię jak Fifi wstanie, bo ostatnio bardzo lubi siedzieć w krzesełku do karmienia i patrzeć co ja robię w kuchni) to pójdę porobić kartki świąteczne bo święta blisko, a ja mam dopiero dwie...

Kocham Cię Filipku, maleństwo w brzuchu i Krzysiu!!! 

niedziela, 17 lutego 2008
Miało być spokojne niedzielne popołudnie...

... a niestety zrobiło się drętwe, niedzielne, wkurzające popołudnie. A to za sprawą cudownie zjawiającej się znienacka teściowej. Zero telefonu, zero zapowiedzi. Jak o 14 wysłałam Krzyśka po zakupy a 10 minut później usłyszałam pukanie do drzwi to od razu wiedziałam co się święci... ciarki przeszły mi po plecach, popatrzyłam w wizjer i wachałam się "otwierać/?/udawać że mnie nie ma". Otworzyłam. No i tak to całe popołudnie kisnę z teściową, która dodatkowo mnie stresuje chorobą Filipa. Fifi dostał w nocy strasznego kataru - mam nadzieję, że od wychodzącyh górnych czwórek, przez które prawie pół nocy nie spał tylko płakał. No i teściowa chodzi i tak jakbym nie widziała/nie dbała o własne dzieko/nie obchodziło mnie to, słyszę cały czas "on będzie miał gorączkę, on jest chory, weź go jutro do lekarza, podaj mu coś przeciwgorączkowego, zakrop mu nosek, podgrzej mu picie bla bla bla". Kuźwa!! No już mi nerwy puszczają. A miało być takie miłe popołudnie :-(. No nic - mam nadzieję, że teściu po nią przyjedzie najdalej o 19 i nie zostanie/nie rozsiądzie się, tylko się zbiorą.

O właśnie oznajmiła, że idzie nie czekając na teścia! Hi hi - może wieczór uratowany :-).

Kończę - może do drzwi odprowadzę :-) 

czwartek, 14 lutego 2008
Dzisiaj Walentynki!
A więc misiaczku mój kochany wiedz, że KOCHAM CIĘ OGROMNIE!! Jesteś moim skarbkiem i jestem z Tobą strasznie szczęśliwa! A Ty mój mały skarbku wiedz, że Ciebie również KOCHAM OGROMNIASTO MOCNO i cieszę się, że jestem Twoją pierwszą w życiu Walentynką (no bo w końcu to do mnie się dziś tulisz hihi - a właśnie jak zasypiałeś zastanawiałam się, tuląc Cię, ile jeszcze będzie lat/miesięcy/dni tej Twojej wspaniałeś miłości do mnie :-)  ).
wtorek, 12 lutego 2008
Hmmm...
Stanowczo za mało we mnie systematyczności w pisaniu bloga. Za dużo tu moich wynurzeń a za mało o Fifim, ale jakaś taka chęć ekshibicjonizmu we mnie chyba jest od lat - wczesniej kroniki, później pamiętniki, teraz blog... Chciałabym po prostu, żeby za kilkadzieścia lat moje dzieci potrafiły mnie zrozumieć - to jaką byłam osobą, skąd się to wzięło, co mnie ukształtowało, co miało na mnie wpływ, jakie wartości miały dla mnie znaczenie itd. Myślę, że poza wspomnieniami dla Fifiego, który jednak jest tu bądź co bądź trochę, zrozumienie mnie też będzie miało znaczenie. Może za kilkanaście/kilkadziesiąt lat, kiedy będzie dorosły, z własną rodziną i własnym życiem, dzięki czytaniu moich wspomnień i przemyśleń zbliżymy się do siebie ponownie...? Zaczynam się bać właśnie tego - że kiedyś przestanę być w jego życiu tą jedyną i najważniejszą, że będę schodzić na drugi plan, powoli ale nieubłagalnie przestanę być tą "konieczną", staniemy się dwiema zupełnie odrębnymi osobami i ja będę pragnąć tego ciepła a Filipkowi będzie  go dostarczał kto inny - jego rodzina. Z jednej strony marzę o tym, żeby kiedyś założył szczęśliwą rodzinę i żył tak jak sobie wymarzy, a z drugiej strony uważam że dola matki jest czasami smutna :-). No nic z tego mojego bełkotu nie wynika, taki mam jakiś melancholijny nastrój. Filipku - na zakończenie napiszę Ci coś. Dziś zasypiałeś jak zwykle wtulony we mnie na mojej ręcę. Zawsze jak zasypiasz musisz się we mnie wtulić - strasznie to słodkie i strasznie to lubię, a najbardziej, gdy na wpół śpiący otwierasz na chwilę oczka i patrzysz na mnie leżąc tak na moim ramieniu i widząc mój uśmiech uśmiechasz się do mnie, i z takim uśmiechem usypiasz. To takie wrażenie jakbyś zamykał powieki i dalej widział mnie, i uśmiechał się do mnie przez sen... Dziś ten obrazek tak mnie strasznie wzruszył, że poryczałam się jak dziecko. Głaskałam Cię po główce (tak jak często to robię jak usypiasz) i szeptałam Ci do ucha jak bardzo Cię kocham, a ty wtedy uśmiechnąłeś się jeszcze szerzej. Jesteś moim największym szczęściem, cudem, który w życiu mnie spotkał. Kocham Cię bezgranicznie!!
poniedziałek, 04 lutego 2008
Kolejne strony...

... Filipowego albumu. Pierwsza z chrzcin Fifiego zrobiona już dawno temu, ale nie było światła żeby fotnąć. Kolejne trzy powstały niedawno.

 Chrzciny:


Z rodzicami: 

Golas (ocenzurowane na potrzeby internetu):


Jedzonko (z tej wogóle nie jestem zadowolona - robiłam na szybko, no ale jest i być musi): 

I to chwilowo tyle. Więcej przez jakiś czas nie będzie, bo normalnie brak mi weny :-(. Aha - zabiorę się chyba zresztą za robienie kartek Wielkanocnych, bo przy działaniu naszej poczty to trzeba je będzie niebawem wysłać, żeby zdąrzyły dojść :-). 

Wiosnę...
... diabli wzięli - pochmurzyło się i zerwało się straszne wiatrzysko. Ale nic to - przynajmniej zdąrzyłam porobić zdjęcia, tak więc zaczynam uzupełniać hand-made'owe zalegości. Na początek kartka dla Marty. Bardzo podobna do kartki da Tereski, którą pokazywałam wcześniej, czyli dalej zgapiona od Kasiorkaa, ale z tj jestem zdecydowanie mniej zadowolona - mniejsza i za bardzo "przećpana". Ale zrobiona i już ofiarowana - obdarowanej bardzo się podobała i to chyba najważniejsze :-).
 

WIOSNA, WIOSNA!!

U lalala! Za oknami piękne słońce, jest po prostu cudownie. Normalnie w powietrzu czuć wiosnę! Wczoraj zrobiliśmy sobie rodzinny spacerek aż 3-godzinny z uwagi na to, że w pięknym słońcu nie było ani grama wiatru i było +6 stopni! Dzisiaj już wieje, ale chodzi o samo słońce, o to jak ogrzewa twarz, o to jak otula całą sylwetkę człowieka na spacerze, ehh... Na wczorajszym spacerku przyopomniała mi się ciąża Filipowa - jak zaczęłam wychodzić z ciemni zaczęła się właśnie wiosna - było niesamowicie, długie spacery, wspaniałe powietrze. Wiem, że zima jeszcze wróci bo przecież jest początek lutego, ale chcę się nacieszyć tym słoneczkiem. Jak utrzyma się do południa to jak położę Fifiego w kimę to sfotkam kolejne 3 strony jego albumu - tak, tak, cały czas staram się coś robić :-). A teraz zmykam na przepyszną jarzynówkę, którą przygotowywałam od samego rana, żeby jeszcze bardziej wycelebrować wiosnę w zimie :-).

Ps. Fifi ma już na wierzchu prawie całe dwie czówrki. Wczoraj znów miał podwyższoną temperaturę wieczorem, ale zasnął pięknie i spał też tak niezgorzej (jakieś 4 pobudki z czego tylko dwie na dłuższe mędzenie, a pozostałe po prostu "aby pokwękać"). Zobaczymy, które zęby kolejne, bo to że znowu coś się zaraz będzie wykluwać z tych dziąseł, to oczywiste :-). 

niedziela, 03 lutego 2008
4-ki!
Fifiemu idą dolne czwórki. Nie ma jeszcze trójek a wychodzą mu właśnie czwórki. Prawa dolna już przebita, lewa się dopiero przebija. Cały czas ma podwyższoną temperaturę i marudny jest straszecznie. W nocy budzi się co godzinę i wyje a nad ranem ostatni dwie godziny bardzo niespokojnie śpi. Mam nadzieję, ze ten koszmar szybko się skończy bo jestem już tym wykończona :-(. Zobaczymy...