piątek, 28 października 2011
Wielki dzień Adasia!!!

Był dzisiaj!! Mój Adaś został oficjalnie przedszkolakiem!! Duma mnie rozpiera jak nie wiem, szczególnie, że cała impreza stała pod znakiem zapytania, bo pasowanie na przedszkolaka było ustalone na dzisiaj od dawna, a mój Adaś od poniedziałku chory... ale na szczęście panie zgodziły się żeby przyszedł tylko na pasowanie i tak to dziś o 14.30 zjawiliśmy się w przedszkolu, a o 15.00 rozpoczęła się ta uroczystość. Było świetnie i jestem naprawdę dumna ze swojego synka! Spisał się doskonale jak na tylko pół godziny przygotowań. Byliśmy na uroczystości wszyscy - tzn. ja, Krzysiu i Fifi i bardzo nam się podobało.

 

 

 

Kochanie - JESTEŚ NAJCUDOWNIEJSZY NA ŚWIECIE!!! Jesteśmy z Ciebie ogromnie dumni i ogromnie CIĘ KOCHAMY!!!

 

Filipuniu - CIEBIE TEŻ OGROMNIE KOCHAMY!! TY TEŻ JESTEŚ NAJWSPANIALSZY! :-)

czwartek, 01 września 2011
WIEEEEELKI DZIEŃ!!

Oj bardzo dawno mnie tu nie było. Smuci mnie brak regularności w tych wpisach, ale wynika z zagonienia. Również z tego, że za nami przepiękne wakacje, spędzone intensywnie i fantastycznie, ale o tym innym razem. Dzisiaj o wielkim dniu moich chłopców :-).

 

1.09.2011r. - obaj moi chłopcy idą do przedszkola!!! W dodatku obaj niejako po raz pierwszy. Adaś pierwszy raz w ogóle, a Fifi pierwszy raz do tego przedszkola, bo w końcu przenieśliśmy go do przedszkola blisko nas.

 

I powiem tak, chłopcy szli bardzo zadowoleni i na ogromnym luzie:

 

Pod przedszkolem chętnie pozowali do zdjęć i dopisywał im dobry humor:

 

I tak to ich zaprowadziłam do odpowiednich sal. I teraz czas na moją część, czyli 4 godziny mega nerwów. Byłam tak spięta, że nie byłam w stanie nic zrobić, w ogóle nie byłam w stanie normalnie funkcjonować, cały czas myślałam co i jak, jak im tam, czy nie płaczą, czy dobrze się bawią, czy nikt ich nie krzywdzi itp. No i tak nadeszła 11.45 (poszli na 8), kiedy to się po nich udałam. I przywitało mnie dwóch mega uśmiechniętych chłopców, którzy wcale nie byli zadowoleni, że to już tyle na dzisiaj :-D! Zdjęcie po wyjściu z przedszkola też jest :-):

 

 

Kurcze - mam nadzieję, że jutro będzie lepiej ze mną i mniej będę to przeżywać... KOCHAM WAS chłopcy OGROMNIE!!

 

Kolejne relacje mam nadzieję wkrótce :-D.

środa, 04 maja 2011
Moje słonka

całkiem niedawno, jeszcze przed kolejnym ścinaniem włosów :-):

Kocham Was słoneczka!! :-*

czwartek, 10 marca 2011
Adasia "mównictwo" :-)

Rozpieszczeni po pięknym mówieniu Filipka, od skończenia 2 latek bardzo wyraźnym i bogatym w słownictwo, liczyliśmy na to, że Adaś przy starszym bracie nauczy się mówić szybko i równie pięknie o ile nie piękniej. Ooo w jakim tkwiliśmy błędzie....!!!

Adaś zaczął mówić około 3 miesięcy temu (w wieku 2 lat i 3-4 miesięcy), tyle że jego mowa przypomina z deka bełkot. Totalny bełkot :-). Adaś mówi bardzo dużo, sęk w tym, że tylko on rozumie, o co mu chodzi. Z ciekawszych z dzisiaj:

(M)ama: no gdzie mnie ciągniesz Adasiu?

Adaś pociągnął mnie do wiszącej półki obok okna, pełnej maskotek.

(A)daś: Mama patrz, juk/jug!!

(M): ??? Co Adasiu??

(A): Juk/jug!!! Tu jest juk/jug!! Daj mi juk/jug!!

(M) /patrząc na wieeeeelką półkę pełną maskotek, z mnóstwem wątpliwości co to też może być ten juk/jug/: Ale co to jest jug/juk Adasiu? Która to zabawka? Pokaż palcem.

(A) /machając ręką w niesprecyzowanym kierunku na całej półce zabawek/: JUK/JUG!!! Daj mi to!! Mój juk/jug!! Pać - juuuuk/juuuug!!!

Matce przyszło przeszukiwać całą półkę i wyciągając z niej po koleji każdą zabawkę zapytywała synka czy to to, słysząc "NIEEEEE, daj JUUUK/JUUUG!!!!"

Po około 15 minutach i jeden z ostatnich wyciąganych z półki rzeczy mama pokazuje Adasiowi żółwia, pewna że to nie to (a ostatnio dziecko oglądało bajkę o żółwiku Sammym, toteż nauczyło się jak żółw wygląda).

(A): taaaaak, mama!!! Mój juuuuk/juuuug!!!

(M) /puszczając dym uszami niemalże/: Adasiu to jest ŻÓŁW!!!

(A): Taaaaak, mój juk/jug!! Fifi mam juk/jug!!    tratatatata...


No i tak to żyjemy próbując 3/4 dnia roszyfrować o co też Adasiowi może chodzić...

Kochany jest!! :-)

sobota, 05 marca 2011
Chorujemy...

Zaczęło się od Krzysia, potem Fifi, potem Adaś, na końcu ja. Wszyscy chorzy nadal, Adam na antybiotyku od czwartku, ja od dzisiaj. I mam wrażenie, że umieram... Ledwo oddycham, do tego dochodzi okropny ból brzucha, jestem strasznie słaba i ciężko mi w ogóle ręką ruszyć. Mam nadzieję, że wyzdrowieje w miarę szybko, bo nie mam siły na takie chorowanie :-(.

Krzysiu, Filipku, Adasiu - OGROMNIE WAS KOCHAM!!!

wtorek, 01 lutego 2011
Już luty... 2011

Zaglądam tu rzadko... Chciałabym to zmienić, a życie pędzi w szalonym biegu i nigdy nie mogę znaleźć czasu :-(.


Dzisiaj wróciłam tutaj, poprzeglądałam i poczytałam - pomogło.

Mam akurat taki trochę niż emocjonalny, chyba po zeszłym roku, w którym żyliśmy jak wsadzeni do koszmarnej bajki, z której nie można było wysiąść. Poza zawalonym domem rodziców (który wciąż czeka na rozbiórkę) jeszcze sprawa naszego mieszkania. Od sierpnia w nowym mieszkaniu, miało byc cudownie, spokojnie i sielankowo, a tu bach - wypadek samochodowy w ostatni sierpniowy weekend, i to w dodatku kiedy jedyny weekend poźwięciliśmy na zrobienie przynajmniej króciutkich (dwudniowych) wakacji dzieciom :-(. Wypadek po drodze na wakacje - facet zajechał nam drogę. Szczęście że nam się nic nie stało i uderzenie było lekkie, ale samochód do roboty, ponad 3 tysiące w plecy, sprawa ciągnie się w sądzie do teraz go facet nie miał najmniejszej ochoty na przyznanie, że zajechał nam drogę. Jak się skończy - nie wiadomo :-(. Później odremontowaliśmy samochód i zamówiliśmy nowy (stary nowy - z Niemiec sprowadzany)... i jak już się wydawało, że będzie super to w listopadzie Krzysiu zaczął mieć problemy z pracą - był bliski utraty etatu, stracił też paru swoich klientów (tak ogólnie gdy kryzys w reszcie kraju się kończy, to na podkarpaciu zaczyna...). Kolejny raz niepewność, jak to będzie, czy będzie za co żyć, za co spłacać kredyt itd. I tak aż do półowy stycznia. Teraz jest trochę lepiej - przynajmniej 3 kolejne miesiące są pewne - ale co będzie dalej?...

Ważne, a właściwie najważniejsze, że póki co nikt z mojej rodziny nie choruje na nic poważnego! Bo załamałabym się zupełnie.

No i tak dzisiaj - weszłam tu i zaczęłam czytać, wspominać. I zdecydowałam, że muszę wrócić na łono tego bloga, aby moim dzieciom przekazać chociaż trochę historii i wspomnień z dzieciństwa.

Filipek - SŁONECZKO NAJDROŻSZE! Ma charakterek. W związku z tym że cały poprzedni rok byliśmy silnie nerwowi, odbiło się to na nim. Stał się również nerwowy, z deka nadpobudliwy, wróciły problemy z alergią (dziś idziemy dl alergologa), ale jest UKOCHANY i NAJDROŻSZY nadal. Jest cudowny, bardzo dobrze rozwinięty w mowie, raczej umysł ścisły póki co, nie bawiący się za często w standardowe dziecięce zabawy, a raczej w liczenie, poznawanie znakół drogowych, rozmowy z dorosłymi itp.

ADAŚ - SŁONECZKO NAJUKOCHAŃSZE! Ten również ma charakterek i to nie zgorszy niż starszy brat, od którego wszystkiego się uczy. Na niego złoćimy się dużo mniej, bo jego upór jest w pewien sposób zabawny i rozczulający... Np. jak za Fifim powtarza "głupia mama" a ja patrze na niego, on mnie świdruje taką pochmurną, srogą miną, ja patrzę mu w oczy nadal i mówię "kocham cię Adasiu!", on mówi "Nie!", ale widać, że mięknie, i po chwili spod tych pięknych, długich rzęs widać uśmiechające się oczka... najpierw nieśmiało i tak jakby się złościł, że serduszko zaczyna mu się uśmiechać, a później już śmiech pełną parą. Ochh naprawdę jest cudownym dzieckiem, w którym zakochana jestem bez pamięci.

Moje aniołki - chociaż całkowicie różni z wyglądu i z charakterów - są NAJWSPANIALSZYMI DZIEĆMI ŚWIATA! Są absolutnie fantastyczni, mega przystojni a w dodatku jeszcze mega inteligentni. Trochę się boję co też to będzie w przyszłości, bo to przecież mieszanka iście wybuchowa ;-).

Mój wspaniały mąż dalej jest wspaniały! Wprawdze dużo szybciej traci cierpliwość - kiedyś ratował mój gniew swoim spokojem, a teraz, chyba z powodu ostatniego roku, jego wszystkich problemów i tego że nie wiadomo, co przyniesie jutro, potrafi równie szybko jak ja stracić panowanie nad sobą. PRacujemy nad tym oboje, staramy się, ale często szara rzeczywistość nas zwycięża i wybuchamy (szczególnie na Filipka :-(  ), i krzyczymy, i złościmy się :-(. Echh - mam nadzieję, że wiosna da nam odrobinę luzu, że w końcu będzie trochę lepiej, stabilniej, weselej...


Acha - od 30 grudnia 2010r. niedaleko nas (10 min na pieszkę) mieszka moja mama! W mieszkaniu, które kupili z tatą za odszkodowanie za dom. Rodzice postanowili zamieszkać osobno i jest trochę lepiej - spokojniej, stabilniej, bezpieczniej etc. Mam nadzieję, że tak pozostanie, przynajmniej dłuższy czas, bo spokój i stabilizacja są mi w tej chwili niezmiernie potrzebne!

Mam nadzieję, że wrócę tu wkrótce :-), a w dodatku może znajdę czas na jakąś małą fotorelację :-D.

Pa!

piątek, 17 września 2010
Napisać coś trzeba :-)

Bo dawno mnie tu nie było, wpisy zdawkowe, ale... MIESZKAMY!!

Mieszkamy na swoim (za lat 30-ści) mieszkanku!! Udało nam się znaleźć mieszkanie, wyremontować, w miarę fajnie urządzić i zamieszkać! Zamieszkaliśmy tu dokładnie 8-mego sierpnia w sobotę (podobno sobota to dzień szczęśliwych przeprowadzek :-)). Na razie bardzo nam się podoba. Teraz też się nie rozpiszę bo zaraz muszę jechać z Adaśkiem na miasto po moje nowe dokumenty, a następnie po Filcia do przedszkola, ale kiedyś na pewno zdam dłuższą relację :-). Chłopcy rosną, Fifi w tym roku nawet chętnie chodzi do przedszkolka, Adaśko dalej nie chce mówić, za to w pozostałych kwestiach jest bardzo rozwinięty :-). No i dalsza relacja inną razą :-). Pa

czwartek, 29 lipca 2010
Drugie URODZINKI!!

Dzisiaj moje młodsze kochanie kończy 2 latka!! Kiedy? Jak? Gdzie? Przecież jeszcze wczoraj był u mnie w brzuchu!! Szok!!

ADASIU - WSZYSTKIEGO NAJ NAJ NAJ!!! Żebyś był szczęśliwy! Żebyś dalej był takim pogodnym i kochanym chłopczykiem, żeby spełniały się Twoje marzenia! No i przede wszystkim, żebyś był zdrowy!! KOCHAM CIĘ CAŁYM SERCEM!!! Mama :-)

12:51, viva1980
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 czerwca 2010
Mam nadzieję, że jeszcze mogę tu pisać :-)

Dawno mnie nie było. Dzisiaj też krótko. 5 czerwca 2010 r. zaczął pękać w wyniku tworzącego się osuwiska dom w Gliniku. Proces posunął się mocno do przodu i rodzice musiei się ewakuować, teraz czekają aż dom się zawali. My musimy znaleźć mieszkanie i wyprowadzać się z ich mieszkania. Życie stanęło na głowie. Więcej będzie jak trochę uporządkujemy świat nasz obecny.

20:37, viva1980
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 stycznia 2010
Samodzielność...

Niektórzy się z nią rodzą... :-)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25